Rosyjski desant.
Rosyjski desant. (Zdj. screen/YT)
REKLAMA

Ukraińska agencja UNIAN podaje, że na rosyjskiej prowincji narasta bunt z powodu braku wypłat dla żołnierzy walczących na Ukrainie. W niektórych regionach na rosyjskiej prowincji na wojnę z Ukrainą pojechał nawet co drugi mężczyzna, ponieważ to dla nich jedyny sposób, by zarobić jakiekolwiek pieniądze. Jednak żołnierze nie otrzymują wynagrodzeń, co skłania ich do buntu.

Czuwasze

Taka sytuacja miała mieć ostatnio miejsce m.in. w Czuwaszji w europejskiej części Rosji. Około 40 wojskowych wystosowało oświadczenie adresowane do władz tej rosyjskiej republiki, skarżąc się na brak wypłat i apelując, by administracja „nie hańbiła się niespełnionymi obietnicami”.

REKLAMA

Żołnierze mieli otrzymywać 200 tys. rubli (ponad 15 tys. zł) za udział w inwazji na Ukrainę i dodatkowo 2 tys. rubli (ponad 150 zł) za każdy dzień udziału w wojnie. „Kiedy wrócili do domów, nie zobaczyli tych pieniędzy. (…) Ochotnicy podkreślili w swoim oświadczeniu, że są gotowi walczyć dalej, lecz zagrozili, że (…) mogą przejść na służbę w prywatnych firmach wojskowych, gdzie z pewnością otrzymają wynagrodzenie” – czytamy na łamach UNIAN.

Ukraińskie media twierdzą, że rosyjscy dowódcy po prostu rozkradają i dzielą między siebie pieniądze przeznaczone dla podwładnych. Z kolei w przypadku śmierci wojskowego najwygodniej uznać go za „zaginionego”, bo nie trzeba wówczas wypłacać rekompensaty finansowej rodzinie zmarłego . „Im więcej ludzi zginie, tym mniej trzeba będzie płacić” – podkreślono w audycji FreeDom.

Licząca około 1,2 mln mieszkańców republika Czuwaszji jest położona nad Wołgą, w europejskiej części Rosji. Według danych z 2010 roku 67 proc. mieszkańców tego regionu stanowili Czuwasze, lud pochodzenia tureckiego. Odsetek Rosjan wynosił tu 27 proc.

Buriaci

Podobny problem zaczyna się z Buriatami. Ci żołnierze są traktowani przez Rosjan jako „mięso armatnie”. Republika autonomiczna wchodzi w skład Dalekowschodniego Okręgu Federalnego i znajduje się w Syberii Wschodniej. Od południa graniczy z Mongolią, od zachodu z obwodem irkuckim, a od wschodu z Krajem Zabajkalskim.

To wyjątkowo biedna Republika, a do wojska przyciąga ich obietnica swoitej jak na tamtejsze warunki zapłaty. Buriaci od miesięcy są wysyłani na front na Ukrainie w szeregach armii rosyjskiej i ponoszą bardzo duże straty. Wielu chce teraz wrócić do domu.

Walczą w konflikcie, który trwa 6000 km od ich domu. Wielu z nich uznano właśnie za „zaginionych” i rodziny ie dostały pieniędzy. Według informacji podanych przez FranceInfo, 150 Buriatów, którzy chcieli zerwać kontrakty, zostało umieszczonych w więzieniu w Ługańsku i pozbawionych kontaktu.

Aleksiej Władimir Budajew, współzałożyciel organizacji Wolna Buriacja, podaje, że grożono im odesłaniem nieuzbrojonych na pierwszą linię frontu. Ta organizacja potępia konflikt na Ukrainie, ale przyznaje, że pieniądze kuszą wielu młodych Buriatów żyjących w naznaczonej biedą republice.

Buriaci i Czuwasze nie są jedynymi, którzy zostali „katapultowani” na wojnę. Tak samo kaptowani są żołnierze innych mniejszości etnicznych. Są rekrutowani także w Dagestanie, Kałmucji, czy Tuwie. Według niektórych źródeł, żołnierze pochodzący z biedniejszych republik „mniejszości etnicznej”, giną proporcjonalnie znacznie częściej.

Źródło: PAP/ La Depeche

REKLAMA