Pandemia koronawirusa/Leki - zdj. ilustracyjne / Fot. pixabay
Leki - zdj. ilustracyjne / Fot. pixabay
REKLAMA

Ponad 250 rodzajów leków jest w Niemczech niedostępnych, w tym leki onkologiczne, środki przeciwbólowe i antydepresyjne. W wielu aptekach brakuje nawet leków codziennego użytku – pisze w piątek portal dziennika „Sueddeutsche Zeitung”.

„Jest jak w czasach NRD”

Jak twierdzi Bjoern Schittenhelm, właściciel Alamannen Apotheke w Holzgerlingen (Badenia-Wirtembergia), ostatnio pod ladę trafił nawet tak podstawowy lek, jak syrop przeciwgorączkowy dla dzieci, zawierający ibuprofen lub paracetamol. „Na półce od kilku tygodni jest puste miejsce” – powiedział aptekarz.

REKLAMA

Podobnie wygląda sytuacja w oddalonym o kilkaset kilometrów Poczdamie (Brandenburgia). „Obecnie nasza standardowa odpowiedź to +Przepraszamy, nie mamy tego. Poszukamy alternatywy+. Pracownicy spędzają co najmniej godzinę dziennie, dzwoniąc do hurtowni i zdobywając alternatywne preparaty. Jest jak w czasach NRD” – mówi Inken Jung z poczdamskiej apteki.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Tylu leków nie brakowało nigdy wcześniej

Federalny Instytut Leków i Wyrobów Medycznych potwierdza, że obecnie wąskie gardło w dostawach dotyczy ponad 250 leków, w tym środków przeciwbólowych, przeciwnowotworowych i antydepresyjnych. „W ciągu ostatnich lat zdarzało się, że brakowało pojedynczych leków. Ale fakt, że nagle brakuje ich tak wielu, w tym leków podstawowych, jest nowy” – podkreśla Jung.

„Przyczyny niedoboru leków są wielorakie” – pisze „SZ”, przypominając, że np. w 2016 roku zabrakło niektórych antybiotyków w związku z awarią w fabryce w Chinach. Od 2020 roku z powodu pandemii Covid-19 dostęp do wielu środków leczniczych wzrósł drastycznie ze względu na przerwy w produkcji.

„Na pierwszy rzut oka przyczyny wąskich gardeł w dostawach wydają się być wielorakie. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, wszystkie mają coś wspólnego: globalizację, outsourcing zakładów produkcyjnych za granicę i politykę cenową w Niemczech” – wylicza „SZ”. Jak przypomina gazeta, „przez lata Niemcy uważane były za aptekę świata, a tabletki i maści spływały masowo z fabryk Hoechst i Bayer”.

„Chińczycy nie potrzebują bomby atomowej”

Obecnie blisko 80 proc. aktywnych składników do produkcji leków pochodzi z Indii i Chin, gdzie płace są niskie, a produkcja tania. Kraje te wyspecjalizowały się w tanich generykach, czyli lekach, których ochrona patentowa wygasła.

Ponieważ większość produkcji zlecana jest na zewnątrz (tzw. offshoring), trudniej jest kontrolować procesy i zapewnić jakość. Dodatkowo niektóre składniki aktywne są często produkowane tylko w kilku regionach lub przez jednego albo dwóch producentów. Jeśli w takim zakładzie wystąpi problem lub jeśli region zostanie dotknięty np. trzęsieniem ziemi, cały łańcuch dostaw łatwo się załamuje.

Wąskie gardła wynikają też z rosnącej presji na oszczędzanie w niemieckim systemie opieki zdrowotnej, szczególnie w zakresie tanich leków generycznych. „W Niemczech istnieje szereg instrumentów, dzięki którym leki są przystępne cenowo i utrzymują składki na ubezpieczenie zdrowotne na możliwie najniższym poziomie” – wyjaśnia „SZ”. Głównie są to wyniki umów, zawieranych między ubezpieczycielami zdrowotnymi i producentami farmaceutyków.

Faktem jest, że coraz więcej producentów ogranicza swój asortyment i wycofuje z rynku mniej zyskowne preparaty. Dotyczy to również syropów przeciwgorączkowych dla dzieci, od maja 2022 roku pozostał tylko jeden producent tego rodzaju leku – Ratiopharm. Inny z producentów (1a Pharma) zaprzestał produkcji syropu na wiosnę ze względu na wzrost cen surowca. „Podobnie było z lekiem na raka piersi: w 1996 roku było jeszcze 20 producentów tamoksyfenu, dziś pozostało ich tylko siedmiu” – przypomina „SZ”.

„Chińczycy nie potrzebują bomby atomowej. Wystarczy, że przestaną dostarczać antybiotyki” – komentuje Ulrike Holzgrabe, chemiczka zajmująca się bezpieczeństwem leków. Jej zdaniem trzeba w tej sprawie podjąć pilne kroki, w tym sprowadzić przynajmniej część produkcji do Europy. ”To jednak zajmie lata” – podsumowuje Holzgrabe.

REKLAMA