Nowa Zelandia. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: Pixabay
Nowa Zelandia. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: Pixabay
REKLAMA

Nowa Zelandia chce przyciągnąć bogatych turystów i odstraszyć tych, którzy wydają tam „10 dolarów dziennie”. Przed epoką pandemii Covid-19 turystyka stanowiła około 9% PKB Nowej Zelandii.

Kraj ten dopiero 1 sierpnia 2022 roku całkowicie otworzył swoje granice dla zagranicznych podróżnych, po ponad dwóch latach ograniczeń pandemicznych. Przyjęto jednak strategię przyciągania turystów o wyższym statusie materialnym.

REKLAMA

Nowozelandzki minister turystyki Stuart Nash założył, że będzie „faworyzował” bogatych, którzy zostawią w kraju dużo pieniędzy. „Jeśli chodzi o ukierunkowanie naszej strategii marketingowej, będzie ona bezwstydnie skierowana do turystów wysokiej jakości” – mówił minister.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem
Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

„Turyści z plecakami, jeżdżący po naszym kraju za 10 USD dziennie, i jedzący makaron błyskawiczny”, będą jeszcze akceptowani, ale strategi rządu nie jest skierowana akurat do nich – mówił minister.

Jeszcze w 2020 r. Stuart Nash chciał, by Nowa Zelandia przyciągała zamożnych turystów, którzy „latają klasą biznesową lub klasą ekonomiczną premium, wynajmują helikopter, a potem jedzą ekskluzywnych restauracjach”.

Trzeba dodać, że ten „elitarysta” to członek lewicowej Partii Pracy. Wylała się na niego jednak i fala krytyki. Podobno nie ma dowodów i badań na to, że bogaci turyści wniosą więcej do budżetu, niż ci biedniejsi, ale bardziej liczni, a po drugie odezwali się ekolodzy, którym wycieczki helikopterami na lodowiec Franciszka Józefa to przecież niszczenie środowiska.

REKLAMA