Farma wiatrowa / Fot. PAP/DPA
Farma wiatrowa / Fot. PAP/DPA
REKLAMA

Wiatraki mają coraz gorsze wzięcie we Francji i niechęć wobec tych urządzeń wzrasta wprost proporcjonalnie do ich ilości. W departamencie w Maine-et-Loire (Kraj Loary) doszło do protestów przeciw planom stawiania nowych turbin.

Chodzi o kilka czynników. Przede wszystkim o hałas i spadek wartości okolicznych nieruchomości. W miejscowości La Jaille-Yvon na początku sierpnia sąsiedzi budowanej farmy wiatrowej podnieśli głośny protest i nie kryją swojego niezadowolenia.

REKLAMA

Alarmują radnych, składają protesty u mera, przebili się nawet do mediów. Dodatkowym argumentem na „nie” – jest zarzut dość powszechnie podnoszony we Francji – niszczenia krajobrazu.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Protesty skazane są na niepowodzenie. Klimatyzm, którego widocznym symbolem są właśnie wiatraki, stał się już ideologią państwową. Przypomina to więc ataki Don Kichota. Turbiny wyrastają na morzu i lądzie. Złośliwi przypominają, że okaleczane nimi sią francuskie wybrzeża, ale dziwnym trafem w pobliżu domu Macronów w Le Touquet, taki projekt farmy wiatrowej… zawieszono.

Mieszkańcy okolic obdarowywanych turbinami, mówią wprost o swoich stratach materialnych. Chodzi o wartość ich domów i brak jakichkolwiek odszkodowań. Jeden z mieszkańców opowiada, że pracownik firmy instalującej wiatraki, radził, by posadzić sobie wysoki żywopłot. Zdenerwowany tubylec odpowiedział, że musiałby się ów żywopłot składać ze stuletnich drzew, bo tylko takie dorównałyby wysokości turbin…

REKLAMA