Nie tylko Scholz. Wysocy rangą wojskowi niemieccy w obliczu ukraińskiej kontrofensywy wzywają do „ostrożności”

Czołg Leopard 2A5 należący do 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w drodze na poligon fot. Facebook @1BPanc
Czołg Leopard 2A5 fot. Facebook @1BPanc
REKLAMA

Siły ukraińskie prowadzą obecnie „kontrataki, które pozwalają odbić miejsca lub określone fragmenty frontu, ale są w stanie zmusić Rosji do wycofania się na szerokim froncie”, ocenia starszy oficer Budenswehry gen. Eberhard Zorn w tygodniku Focus.

Wojskowy przyznaje, że Kijów działa „inteligentnie (…) i prowadzi operacje w sposób suwerenny i bardzo mobilny, a dwa tygodnie temu powiedziałbym, że za sześć miesięcy cały Donbas znajdzie się w rosyjskich rękach”. Dalej jednak podaje argumenty przeciw dostarczaniu Ukrainie broni ciężkiej.

REKLAMA

Jego zdaniem lista rodzajów broni już dostarczonych przez Niemcy jest „znaczna, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym”, a dalej tłumaczy, że Niemcy nie powinny zbytnio uszczuplać swoich zapasów.

Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

W stylu iście „niemieckiej dialektyki” tłumaczy, że uszczuplenie sił Bundeswehry jest niemożliwe, bo straciłaby „skuteczność odstraszania”, a Putin rozumie tylko język „siły”. Okazuje się, że nie dają broni Ukrainie, bo są niemal zdeterminowani „odstraszyć” Putina.

Na tym nie koniec takich niemieckich żartów. Według generała, ​​prezydent Rosji mógłby przecież otworzyć „drugi front”. „Kaliningrad, Morze Bałtyckie, granica fińska, Gruzja, Mołdawia… możliwości jest wiele, a Putin miałby taką zdolność” – twierdzi gen. Zorn.

Dalej wyjaśnia, że „chociaż około 60% rosyjskich lądowych jest zaangażowanych w wojnę na Ukrainie, siły lądowe, a zwłaszcza rosyjska marynarka wojenna i lotnictwo, nadal mają zdolności użycia niezaangażowanych jeszcze sił”.

Opowieści o „drugim froncie” i rozpoczęciu wojny z NATO to daleko posunięta konfabulacja. Wydaje się, że wysoki oficer Bundeswehry chce po prostu usprawiedliwić odmowę ze strony kanclerza Olafa Scholz dostarczenia m.in. czołgów Leopard-2.

Wydaje się, że w Niemczech politycznie rządzi skopiowana z Haszka „Partia Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa)”, z tym, że owe granice wyznacza Moskwa. Swoją drogą takie dawanie usprawiedliwienia za wszelką cenę polityków i wygadywanie bzdur, trochę się chyba kłóci z żołnierskim honorem, nawet Bundeswehry…

REKLAMA