Alaksandr Łukaszenka. Foto: PAP/EPA
Alaksandr Łukaszenka. Foto: PAP/EPA
REKLAMA

Łukaszenka chce ratować kołchozy metodami administracyjnymi zaczerpniętymi żywcem z minionej epoki. Metodami pamiętającymi czasy słusznie minione chce także powstrzymać wyludnienie się białoruskiej wsi. Zamierza także ogłosić amnestię, ale nie dla politycznych przeciwników. Przy pomocy zmodyfikowanej ustawy o obywatelstwie chce też mocno uderzyć w Polaków, zamieniając ich w obywateli II kategorii i piątą kolumnę wrogiego państwa.

17 września na Białorusi obchodzony jest po raz kolejny Dzień Jedności Narodowej, mający upamiętnić dzień wyzwolenia Zachodniej Białorusi spod polskiej okupacji. Z tej okazji ma być w republice ogłoszona amnestia. Ma zostać wprowadzona nowa ustawa o obywatelstwie Białorusi.

REKLAMA

Te dwa akty prawne są ze sobą ściśle związane. De facto są wymierzone w opozycję. Łukaszenka z góry zaznaczył, że amnestia będzie dotyczyć tylko osób, które popełniły drobne przestępstwa i tych skazanych, którzy uznali swoją winę i zasługują na łaskę, a także o nią proszą. Amnestia nie będzie dotyczyć, jak się wyraził Łukaszenka, „bandytów i ekstremistów”, czyli wszystkich uczestników protestów w 2020 r. Biorący w nich aktywny udział i rozpoznani przez organy bezpieczeństwa dalej są stawiani przed sądem i skazywani na drakońskie wyroki.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Uderzenie w Kartę Polaka

Nowa ustawa o obywatelstwie ma zaś dać władzom możliwość pozbawienia obywatelstwa wszystkie osoby, które wyjechały za granicę w obawie przed represjami i w dalszym ciągu na emigracji kontynuują walkę z reżimem Łukaszenki. Zmodyfikowana ustawa nakłada też na wszystkich obywateli Białorusi obowiązek informowania władz o otrzymaniu obywatelstwa innego państwa, prawa pobytu i pracy w jakimś kraju za granicą lub pozyskania dokumentu typu „Karta Polaka”, dającego obywatelowi na terenie innego kraju jakieś przywileje.

Władze Białorusi chcą stworzyć swoisty bank danych o takich osobach, by mieć „instrument dla zabezpieczenia państwowych interesów i przestrzegania prawa”. Informacje przechowywane w tym banku będą wykorzystywane przy przyjmowaniu chętnych na państwową służbę, zabieganiu o państwowe stanowiska i godności. Modyfikacja ustawy o obywatelstwie jest niewątpliwie kolejnym krokiem wymierzonym w polską mniejszość na Białorusi. Ma ona uświadomić wszystkim, którzy otrzymali „Kartę Polaka”, że na Białorusi będą traktowani nie tylko jako osoby II kategorii, bez żadnych perspektyw, ale jako „piąta kolumna” sąsiedniego państwa. Białoruskie KGB, które i tak „wrogi element” miało na celowniku, zyska dodatkowe możliwości działania.

Kołchozy w tarapatach

Aleksander Łukaszenka wrócił też do innego swego ulubionego konika, czyli do przeprowadzania inspekcji gospodarstw rolnych, co zawsze robił na przełomie lata i jesieni, wyrzucając ze stanowisk kierowników kołchozów, rejonów i gubernatorów. Odwiedzając jedno z gospodarstw w rejonie krupskim w obwodzie mińskim, przyznał, że tylko połowa wszystkich gospodarstw jest efektywna i ma zadowalające wyniki produkcyjne oraz zyski. Druga połowa zaś jest niejednorodna.

Połowa z nich, czyli 25 proc. wszystkich ma kłopoty, ale zdaniem Łukaszenki przy pomocy państwa jest w stanie sobie z nimi poradzić. Kolejne 25 proc. gospodarstw ma zaś tak wielkie problemy, że wymaga nie pomocy, ale ratunku! Z wypowiedzi Łukaszenki jednoznacznie wynika, że niektóre z nich trzeba będzie zlikwidować i tworzyć od nowa. Część zaś zostanie połączonych z przedsiębiorstwami przemysłowymi, które będą się martwić, by nie przynosiły one strat. Łukaszenka uważa, że takie rozwiązanie jest sprawiedliwe, bo to przemysł wysysa ludzi ze wsi, pozbawiając ją rąk do pracy.

Kadry decydują o wszystkim

Zdaniem Łukaszenki, na wsi trzeba zdecydowanie poprawić pracę z kadrami. Według niego, w tej dziedzinie panuje całkowity „bardak”, z którym należy szybko skończyć, czyli najzwyczajniej wziąć wszystkich za mordę. Z jego wypowiedzi wynika, że zamierza on wrócić do sowieckich porządków i wprowadzić na nowo nakazy pracy. Mają one dotyczyć zwłaszcza tych, którzy ukończyli państwowe uczelnie, korzystali z tzw. bezpłatnego kształcenia się, dostawali stypendium itp. Dotyczyć to będzie zapewne absolwentów kierunków związanych ze wsią i rolnictwem.

Zdaniem krytyków Łukaszenki, białoruski prezydent chce wrócić do czasów komunizmu wojennego. Zarzuca mu się także, że stawia on na agraryzację państwa i w pracy w rolnictwie widzi oprócz ekonomicznego, także czynnik wychowawczy. Obecnie polecił np. przypisać szkoły do kołchozowych sadów. By zostać dopuszczonym do egzaminu, uczeń czy student musi odpracować odpowiednią ilość godzin w sadach itp. Według Jarosława Romanczuka, znanego, liberalnego ekonomisty na Białorusi (zresztą polskiego pochodzenia), totalna mobilizacja do pracy to „nowa forma funkcjonowania białoruskiego niewolniczego koncłagru”.

Ma się całkiem dobrze

Białoruski satrapa takimi opiniami się raczej nie przejmuje. Dla niego ważne jest, że przyciśnięta różnymi sankcjami gospodarka republiki ma się relatywnie dobrze, przynajmniej oficjalnie. Według pierwszego wicepremiera republiki Nikołaja Snopkowa, eksport Białorusi notuje kolejne rekordy. Czwarty miesiąc z rzędu eksport kraju rośnie. W 2015 r. średnio miesięczny eksport Białorusi wynosił 2,5 mld USD. W sierpniu br. osiągnął wartość 3,2 mld USD. Zdaniem białoruskiego wicepremiera jest to historyczny rekord gospodarki republiki. Tym większy, że jest ona odcięta od rynków zbytu Unii Europejskiej i Ukrainy.

Według badań analitycznego centrum EcooM 76,3 proc. mieszkańców Białorusi ufa Aleksandrowi Łukaszence, 13,6 proc. całkowicie mu nie wierzy, a niewiele ponad 10 proc. obywateli Białorusi nie chciało udzielić odpowiedzi…

Antoni Mak


REKLAMA