Braun WYJAŚNIŁ, za co chcą mu odebrać immunitet: „Nikt nie wystąpił wówczas do mnie z próbą kryminalizacji mojego czynu” [VIDEO]

Grzegorz Braun oświadczenie.
Grzegorz Braun. / Fot. PAP
REKLAMA

Dziś Sejm ma głosować nad uchyleniem immunitetu posła Konfederacji Grzegorza Brauna w związku z „wykroczeniem drogowym” z 7 października 2021 r. W rzeczywistości chodzi o przejechanie kilkudziesięciu metrów furgonetką w celu ominięcia „zapory antyterrorystycznej”. W środę późnym wieczorem Braun wyjaśniał z mównicy sejmowej okoliczności zdarzenia. Przed Sejmem trwa manifestacja poparcia dla polityka.

– Szczęść Boże Wysoka, pustawa, Izbo, koledzy drodzy, czcigodni. O ten efekt właśnie chodziło – ostatni punkt tego dzisiejszego dnia (środy – przyp. red.). Oto właśnie chodzi, żeby wniosek, który będzie głosowany jutro (w czwartek – przyp. red.), głosowany był przez miażdżącą większość, kompletnie niezorientowaną w sprawie – rozpoczął Grzegorz Braun.

REKLAMA

– Bo co państwo myślicie, kiedy słyszycie: poseł, wykroczenie drogowe, immunitet? Ja wizualizuję sobie, co może jest wyrazem niedostatecznej wiary w ludzkość, wizualizuję posła, który po pijaku, zygzakiem jechał pod prąd i wymachiwał legitymacją poselską, jak go policja słusznie przyskrzyniła. Czy taki przypadek zachodzi w moim przypadku? No nie – wskazał.

Braun przedstawił także „dowodną argumentację” w tej sprawie. – Gdzież bowiem podziało się dziewięć pozostałych wniosków. Pan Kazimierz Smoliński podpisał tych wniosków łącznie dziesięć – już w lipcu. Wniosków o uchylenie immunitetu. Ale te wnioski, gdzieś tam w prezydium Sejmu uznano najwyraźniej za tak kuriozalne, że nie są dziś w ogóle prezentowane Wysokiej Izbie – zaznaczył poseł.

– Pierwszy argument taki: Jeśli podpisał dziewięć wniosków kuriozalnych, to czy macie państwo zaufanie do posła Smolińskiego, czy macie wiarę w trafność jego oceny, rozeznania tej sytuacji w przypadku dziesiątym? – pytał.

– Wykroczenie w ruchu drogowym – tak to opisał. Zapomniał dodać, że chodziło o sytuację nienależącą do sfery prywatnej, jazdę samochodem po godzinach lub też w drodze na posiedzenie. Chodziło o działania ściśle związane z wykonywaniem przeze mnie mandatu posła, chodziło o działania polityczne, w stanie wyższej konieczności na demonstracji politycznej. I to jest clou. I tego poseł Smoliński nie chce, nawet tutaj, tym paru osobom, które jeszcze słuchają, nie chce tego opowiedzieć – podkreślił Braun.

Parlamentarzysta wyjaśnił, że chodzi o wydarzenie sprzed roku – marsz Konfederacji i „piękna rocznica 7 października – rocznica proklamowania przez Radę Regencyjną odrodzenia Królestwa Polskiego w 1918 roku”.

– Dla nas, wolnościowców, tradycjonalistów, także narodowców, to jest data istotna w kalendarzu i manifestowaliśmy wówczas w Warszawie-Śródmieściu, maszerując spod kolumny Zygmunta Krakowskim Przedmieściem. Zmierzaliśmy, zdaje się, tutaj, na Wiejską pod Sejm – relacjonował.

– I otóż, po drodze, na skrzyżowaniu Nowego Światu ze Świętokrzyską wyrosły nam na naszej drodze betonowe przegrody, których wcześniej tam nie było – dodał. – Policja tak objaśnia, że to były „zapory antyterrorystyczne” – wskazał.

Jak dodał, skutkowało to tym, że „zatrzymać się musiał samochód wiozący nagłośnienie, bez którego komunikowanie się z setkami, tysiącami być może, manifestantów nie było możliwe”. – A zatem kontynuacja tej akcji, a porzucenie samochodu z nagłośnieniem stawiałoby całą naszą manifestację w stan dezorganizacji, a być może i podwyższonego ryzyka dla jej uczestników – ocenił Braun.

– Dlatego też poprosiłem kierowcę – to nie był wielki samochód, na tyle stać Konfederację: furgonetka z nagłośnieniem, aparaturą kolumnami – poprosiłem kierowcę, cywila, że tak powiem, niedziałającego politycznie, żeby ustąpił mi miejsca i z zachowaniem ostrożności ominąłem zaporę betonową, przejeżdżając – być może sąd zechce przeprowadzić w tym miejscu wizję lokalną – może 20, a może 25 metrów, na drugą stronę ulicy Świętokrzyskiej, która i tak była w tym momencie wyłączona z ruchu i ubezpieczana przez policję, która towarzyszyła nam na całej trasie tego marszu – wskazał poseł Konfederacji.

Jak podkreślił Braun, „nikt nie wystąpił wówczas do mnie z próbą kryminalizacji mojego czynu, nikt nie wręczył mi mandatu”. – Po upływie miesięcy do Sejmu wpłynął wniosek Komendanta Głównego w tej sprawie – zaznaczył.

REKLAMA