Nadchodzi dramat na rynku zbóż i rzepaku? „Boleśnie przekonają się o tym rolnicy”

Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk podczas posiedzenia senackiej komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Senacie, 10 bm. Senatorowie rozpatrzą projekt ustawy o ułatwieniach w prowadzeniu handlu w piątki i soboty przez rolników i ich domowników. (sko) PAP/Rafał Guz
Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk podczas posiedzenia senackiej komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Senacie, 10 bm. Senatorowie rozpatrzą projekt ustawy o ułatwieniach w prowadzeniu handlu w piątki i soboty przez rolników i ich domowników. (sko) PAP/Rafał Guz
REKLAMA

Rolnicy uprawiający zboże i rzepak już wkrótce przekonają się o tym, że sytuacja wcale nie jest tak dobra, jak przedstawia to ministerstwo.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym numerze „Najwyższego Czasu!”

REKLAMA

25 października odbyło się posiedzenie Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, podczas którego szef resortu Henryk Kowalczyk przedstawił sytuację na rynku zbóż i rzepaku. Niestety, sielankowa wizja ministra ma się nijak do faktów, które okazują się brutalne i nie napawają optymizmem. W jego opinii ceny rzepaku są raczej wysokie, chociaż w rzeczywistości mocno się obniżyły, m.in. za sprawą napływu tańszego rzepaku z Ukrainy. Podobnie rzecz ma się ze zbożem, którego obecnie w kraju jest po prostu za dużo. Wbrew twierdzeniom decydentów eksport nie osiągnął takich rozmiarów, które pozwoliłyby na zrównoważenie rynku. Zdaniem dr. Daniela Alain Korony, byłego prezesa Elewarru, w przyszłym roku czeka nas załamanie cenowe i wejście w nowy sezon z dużymi zapasami. Co ciekawe, wicepremier i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk jeszcze na początku żniw apelował do rolników, aby wstrzymywali się ze sprzedażą zbóż, ponieważ ceny wzrosną. Najwidoczniej szef resortu się pomylił, i to bardzo. Co zatem mają zrobić w tej sytuacji producenci zbóż i rzepaku, których czeka teraz dramatyczny spadek cen?

Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

„W rzeczywistości rynek rzepaku może przeżywać dramat. W ciągu ośmiu miesięcy 2022 r. import wyniósł ponad 500 tys. ton. Rok temu w analogicznym okresie było to 352 tys. ton. Szacuje się, że import osiągnie w ciągu roku skalę ok. 0,7 mln ton. Zbiory krajowe szacowane są na poziomie 3,6-3,8 mln ton, czyli łącznie podaż rzepaku może wynieść nawet 4,5 mln ton. Tymczasem zużycie krajowe w latach 2010-2020 wynosiło rocznie ok. 2,5-2,9 mln ton. W roku 2021/22 przy zbiorach 3,2 mln ton wskaźnik samowystarczalności Polski w produkcji rzepaku wyniósł 96 proc. Mało prawdopodobne, by nastąpił gwałtowny wzrost zapotrzebowania. A zatem przy tych zbiorach i imporcie można się spodziewać bardzo dużych zapasów rzepaku na nadchodzący rok (być może nawet 1 mln ton), a to oznacza w przyszłości niższe ceny. Dodatkowo nie sprzyja koniunktura międzynarodowa – cena rzepaku na giełdzie MATIF powoli spada” – wskazuje na problem Jakub Zgierski w artykule „Rolnictwo – nadchodzi dramat!”, który został opublikowany w najnowszym wydaniu naszego magazynu.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym numerze „Najwyższego Czasu!”

Uderzenie w polski rzepak

Jak wskazuje w swoim artykule Jakub Zgierski, rolnicy wkrótce mogą zostać poszkodowani w wyniku szkodliwych regulacji, nad którymi pracuje resort rolnictwa. Otóż w sierpniu rada ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych, zgodnie z którym miałoby dojść do obniżenia tzw. Narodowego Celu Wskaźnikowego. W rezultacie spadłby popyt na biopaliwa, a tym samym na rzepak, co odbiłoby się niekorzystnie na ponad 100 tys. gospodarstw. Ministerstwo rolnictwa nie tylko nie sprzeciwiło się temu pomysłowi, ale nawet próbowało go uzasadniać. Wystarczy wspomnieć, że we wrześniu wiceminister Rafał Romanowski na sejmowej komisji ds. energii, klimatu i aktywów państwowych bronił omawianego projektu. Dopiero zdecydowany sprzeciw branży ostudził zapał ministerstwa. Najpierw skorygowano poziom NCW z 60 proc. do 75 proc., a następnie całkiem zrezygnowano z procedowania ustawy.

„Jednak pod koniec września niespodziewanie powrócono do ustawy ze wskaźnikiem NCW 80 proc. (o 5 proc. niżej niż ten, który miał obowiązywać w 2023 roku według dotychczasowej ustawy), a pozostałe zapisy zmniejszające udział biokomponentów pozostawiono. Sejm głosami rządzących i opozycji ustawę przyjął, a komisje senackie zatwierdziły ją bez poprawek, pomimo że Biuro Legislacyjne Senatu wskazywało na zbędność ustawy, uwzględniając dotychczasowe delegacje ustawowe. Nowelizacja ustawy zatem nie poprawi sytuacji producentów rzepaku, a wręcz odwrotnie – nieco pogorszy, choć nie w takim stopniu, jak wynikało to z jej pierwotnego brzmienia. Zatem w przyszłym roku producenci rzepaku muszą liczyć się z występowaniem znacznych zapasów i w przypadku normalnych zbiorów – ze spadkiem cen, i to w sytuacji gdy znacznie podrożały koszty produkcji” – alarmuje Jakub Zgierski na łamach „Najwyższego Czasu!”.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym numerze „Najwyższego Czasu!”

REKLAMA