Zarzuty i aresztowanie były darmową promocją. Trump rośnie w sondażach, ale czy będzie mógł kandydować?

Donald Trump. Foto: PAP/Newscom
Donald Trump. Foto: PAP/Newscom
REKLAMA

– Odzyskał swój ciężar gatunkowy. Właśnie z hukiem wraca na salony – mówi o Trumpie w rozmowie z portalem Interia amerykanista Andrzej Kohut, autor książki „Ameryka. Dom podzielony”.

Były prezydent oddał się we wtorek w ręce wymiaru sprawiedliwości. W gmachu sądu karnego na Manhattanie został aresztowany.

REKLAMA

Trump nie przyznał się przed sądem karnym na Manhattanie do winy w związku z 34 zarzutami. Dotyczą one m.in. fałszowania dokumentów biznesowych.

Polityk i biznesmen wrócił już do swojego domu na Florydzie. O godz. 2 w nocy czasu polskiego Trump wygłosił mocne przemówienie.


Czytaj więcej: Mocne przemówienie Trumpa po aresztowaniu. „Jedyną zbrodnią, jaką popełniłem, jest…” [VIDEO]


Okazuje się, że cała afera, zamiast zaszkodzić Trumpowi, dodała mu wiatru w żagle. Amerykanista Andrzej Kohut twierdzi, że „po porażce z Joe Bidenem znalazł się w bardzo trudnym położeniu – niemal zupełnie zniknął z głównych amerykańskich mediów, wyrzucono go z mediów społecznościowych, zaszył się w swojej posiadłości na Florydzie i słuch po nim zaginął”.

Tymczasem dzięki obecnej aferze Trump „znów jest najważniejszym republikańskim politykiem, którego demokraci obawiają się najbardziej”.

– Bardzo wyraźnie widzimy też, że Trump na tym skandalu zyskał jeśli chodzi o poparcie sondażowe i finanse (liczba darowizn na rzecz Trumpa mocno podskoczyła od momentu upublicznienia informacji o postawieniu go w stan oskarżenia aż do momentu jego wizyty w sądzie na Manhattanie) – wyjaśnia ekspert.

Warto przypomnieć, że Trump jest pierwszy prezydentem w historii USA, wliczając zarówno byłych jak i urzędujących, który został oskarżony i aresztowany. Teraz konstytucjonaliści zastanawiają się, czy w ogóle może kandydować. Historyczne precedensy są jednak po jego stronie.

– Tak, to byłaby niespotykana sytuacja. Sytuacja, gdy kandydat na prezydenta był już skazany i przebywał w więzieniu, miała miejsce w przeszłości – w 1920 roku socjalista Eugene Debs został osadzony za szpiegostwo. Debs i tak kandydował, chociaż prezydentem nie został. Natomiast gdyby doszło do wyboru prezydenta, który został osadzony w więzieniu, to sytuacja rzeczywiście byłaby bezprecedensowa. Chociaż, jak się wydaje, możliwa. Amerykańscy konstytucjonaliści twierdzą bowiem, że nie ma przeciwskazań, żeby ktoś z wyrokiem skazującym nie mógł zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych – wyjaśnia ekspert.

REKLAMA