
Poniedziałkowa „Gazeta Wyborcza” podaje, że Anna Morawiecka, siostra Mateusza Morawieckiego, pracowała w referacie, który – zdaniem Najwyższej Izby Kontroli – nawet nie istniał. Zarówno on, jak i jej brat-premier, zdążyli już odpowiedzieć na artykuł.
„Gazeta Wyborcza”, która w artykule powołuje się też na ustalenia „Nowej Gazety Trzebnickiej” podaje, że Anna Morawiecka pracowała od kwietnia do grudnia 2019 r. w urzędzie miejskim w Trzebnicy.
Siostra szefa rządu PiS najpierw była zatrudniona na podstawie umowy zlecenia, a od czerwca – na etacie, na stanowisku „pomoc administracyjna”.
Dziennikarze GW twierdzą, że zatrudnienie Morawieckiej było trzymane w tajemnicy i wiedzieć o tym mieli jedynie trzebniccy radni.
O sprawie zrobiło się głośno i wypłynęła ona do mediów przy okazji prokuratorskiego śledztwa dotyczącego sprzedawania nieruchomości „po zaniżonej cenie”. To wówczas dane personalne siostry szefa rządu znaleziono na liście płac urzędu.
Ciekawe jest jednak, że referat, w którym pracowała Morawiecka, oficjalnie nie istniał w czasie, w którym została ona w nim zatrudniona. Utworzono go dopiero po 11 października 2019 r. Dodatkowo siostra premiera była najprawdopodobniej jedynym jego pracownikiem.
Anna Morawiecka zdążyła już odpowiedzieć na artykuł „Gazety Wyborczej”. Kobieta twierdzi, że GW „szuka sensacji”.
„W poszukiwaniu sensacji detektyw DD (Daniel Długosz, dziennikarz 'Nowej Gazety Trzebnickiej’ – przyp. red.) odkrył, że w 2019 roku pracowałam dla Urzędu Miejskiego w Trzebnicy. (…) Potwierdzam tę sensację. Najpierw przez dwa miesiące pracowałam na umowę zlecenie, potem umowę o pracę. (…) Do moich obowiązków należało przede wszystkim inicjowanie i koordynowanie działań, mających na celu doprowadzenie do wykonania badań geologicznych i odwiertu potwierdzającego właściwości lecznicze wód geotermalnych (…)” – czytamy w oświadczeniu Anny Morawieckiej.
Do artykułu gazety odniósł się także szef warszawskiego rządu. Cytowany przez PAP Morawiecki oświadcza, że teksty GW jeszcze nie czytał.
– Mam przekonanie, że praca wykonywana była rzetelnie, realnie, a w świetle tego typu informacji, jeśli zostały przedstawione, to zapewne strony się spotkają w sądzie. Tam można będzie ostatecznie wykazać prawdę, bo jak inaczej postępować wobec różnego rodzaju kalumnii i insynuacji – powiedział.