Elektryk odkrył masakrę w domu 28-latka. „To tylko zupa”, a w garnku gotowały się…

Mayang Prasetyo - In Memoriam Facebook / Pixabay, collage
Mayang Prasetyo - In Memoriam Facebook / Pixabay, collage
REKLAMA

Elektryk dostał z głoszenie, że w jednym z mieszkań doszło do awarii sprzętu elektrycznego. Już przed drzwiami poczuł dziwny smród. Gdy przestąpił przez próg, zaczął zastanawiać się, czy opuści to mieszkanie żywy.

Ta mrożąca krew w żyłach historia miała miejsce w Australii. Pewien elektryk dostał wezwanie do awarii sprzętu elektrycznego.

REKLAMA

– Mam taki mały problem. Gdy gotowałem na elektrycznej kuchence, danie mi wykipiało i ją zalało. Część wleciała też do piekarnika. Doszło do tego, że wydobył się z niego dziwny hałas, a następnie wywaliło prąd. Czy jest to coś, co dałbyś radę naprawić dzisiaj? – usłyszał fachowiec w słuchawce.

Przeczucie elektryka

Mężczyzna stawił się na miejscu i już stojąc przed drzwiami, poczuł dziwny smród. Sąsiedzi właściciela mieszkania twierdzili, że czuć go od kilku dni i porównali go do odoru gnijącego mięsa.

28-letni Marcus, który zamieszkiwał lokal, twierdził, że popsuła mu się kuchenka elektryczna, gdy gotował bulion z mięsa wieprzowego. Powiedział, że gdy elektryk naprawi usterkę, smród zniknie.

Fachowiec po przekroczeniu progu mieszkania zaczął czuć, że coś jest nie tak. Ten zapach był zbyt dziwny. Marcus jednak zapewniał go, że „to tylko zupa, to tylko zupa”.

Ogromny gar z, jak zapewniał 28-latek, bulionem, wciąż stał w mieszkaniu. Obok naczynia leżały gumowe rękawiczki i wybielacz.

Elektryk skierował się w stronę zepsutej kuchenki. Aby dojść do kuchni musiał przejść przez dywan, który był mokry od jakiejś cieszy i aż chlupotał pod jego podeszwami.

Atmosfera w mieszkaniu była tak gęsta, że fachowiec zaczął obawiać się, czy właściciel mieszkania wypuści go żywego. Naprawił jednak kuchenkę i normalnie pożegnał się ze swoim zleceniodawcą.

Z mieszkania wyszedł przyśpieszonym krokiem i z walącym sercem. Pod klatką spotkał dozorcę, któremu opowiedział, co zobaczył w mieszkaniu. Cieć także stwierdził, że sytuacja jest dziwna. Mężczyźni postanowili wezwać policję.

Policja odkrywa masakrę

Okazało się, że przeczucie nie myliło elektryka. Policja zrobiła mały research – okazało się, że od dłuższego czasu sąsiedzi nie widzieli Mayang Prasetyo – żony Marcusa.

Gdy funkcjonariusze zapukali do mieszkania, a 28-latek im otworzył, zwrócili uwagę nie tylko na smród, ale także na to, że mężczyzna miał zabandażowaną dłoń.

Mundurowi poprosili, by Marcus wpuścił ich do środka. Ten zgodził się, ale poprosił o chwilę cierpliwości, bo rzekomo chciał najpierw zamknąć psy w innym pokoju.

28-latek wpadł w panikę, zamknął drzwi na klucz i wyskoczył przez balkon, by uciec. Na dole czekali jednak policjanci, którzy go pochwycili.

Mundurowi weszli do mieszkania i także zobaczyli gar. Okazało się, że wciąż gotowała się w nim zupa. Gdy jeden z funkcjonariuszy podniósł pokrywkę, zobaczył makabryczny widok – w bulionie gotowały się odpiłowane ludzkie stopy.

Policja przeszukała całe mieszkanie i odkryła więcej części rozczłonkowanego ciała żony 28-latka. Pod dywanem natomiast odkryto ogromną kałużę krwi.

„Żona” tak naprawdę była mężczyzną

To jednak nie koniec zaskakujących informacji. Okazało się, że „żona” Marcusa, w rzeczywistości była mężczyzną z Indonezji, który poddał się operacji zmiany płci.

Transseksualista wziął ślub z Marcusem dla wizy do Australii. Jaki interes miał w tym 28-latek? Mężczyzna był kucharzem z ogromnymi długami. Pracujący w branży erotycznej Indonezyjczyk, miał pomóc mu dostawać prace w klubach dla transseksualistów, dzięki czemu Marcus mógł spłacać długi.

28-latek nie przyznał się do niczego swojej rodzinie. Wymyślił kłamstwo, według którego poznał Mayang na statku wycieczkowym, na którym był kucharzem i się zakochał.

Transseksualny partner Marcusa miał zacząć szantażować go wyjawieniem prawdy. 28-latek miał popaść w depresję i zaczął mieć problemy psychiczne, które doprowadziły go do popełnienia przerażającej zbrodni.

Choć to niewiarygodne, to ta historia wydarzyła się naprawdę w 2014 roku w Australii i szokuje opinię publiczną do dziś.

REKLAMA