Łódź. Siostry zmarły w odstępie kilkunastu godzin. Tajemnicza sprawa

Radiowóz i ambulans Źródło: PAP/Darek Delmanowicz
Radiowóz i ambulans Źródło: PAP/Darek Delmanowicz
REKLAMA

17-letnia Lena i 31-letnia Sonia to siostry, które zmarły w przeciągu kilkunastu godzin. Prokuratura w Łodzi próbuje ustalić, co się stało, ale sprawa jest bardzo tajemnicza.

Od blisko trzech lat prokuratura prowadzi sprawę dwóch sióstr z Łodzi, które zmarły w odstępie kilku godzin. Do tej pory prokuratura postawiła zarzuty matce dziewczyn, która miała udzielić 17-latce środków odurzających i rozpijać ją.

REKLAMA

7 października 2020 r. wezwano pogotowie do mieszkania w Łodzi. Dyspozytor usłyszał, że znajduje się tam 17-latka, która jest w złym stanie i zaczęła gwałtownie wymiotować.

Karetka odebrała nastolatkę z mieszkania i ruszyła do szpitala. 17-letnia Sonia nie dotarła jednak do placówki, zmarła po drodze.

W odstępie zaledwie dwunastu godzin służby ponownie zostały wezwane do tego samego mieszkania. Tym razem ratunku potrzebowała starsza siostra zmarłej kilka godzin wcześniej nastolatki – 31-letnia Lena.

Młoda kobieta była osobą niepełnosprawną i poruszała się na wózku. Niedługo przed przyjazdem ratowników zjadła wegetariańskie danie z grzybami boczniakami. Nie zażywała żadnych psychotropów, a na jej ciele nie było śladów obrażeń.

Ambulans nie zdążył przyjechać na czas. Kobieta już nie oddychała, gdy medycy pojawili się w mieszkaniu.

Sprawa jest badana od trzech lat, a eksperci wciąż nie wiedzą, co zabiło 31-latkę. Badanie próbek jej wymiocin nie przyniosło żadnych odpowiedzi.

Nieznana jest także przyczyna zgonu młodszej siostry. W sprawie postawiono zarzuty jednej osobie – matce dziewczyn. Kobieta miała zdaniem prokuratury rozpijać nieletnią córkę i udostępniać jej środki odurzające.

Istnieje podejrzenie, że Sonia mogła popełnić samobójstwo. Wciąż jest jednak jedynie niepotwierdzony trop.

REKLAMA