Komu służy globalne ocieplenie?

Globalne ocieplenie / Zdjęcie ilustracyjne / Foto: Pixabay
Globalne ocieplenie / Zdjęcie ilustracyjne / Foto: Pixabay
REKLAMA

Zagrożenie globalnym ociepleniem w ostatnich latach urosło do rangi katastrofy, którą może powstrzymać jedynie zafundowanie ludzkości nowej komuny, ale tym razem zielonej, bo rzekomo ekologicznej. Czy rzeczywiście czeka nas najczarniejszy scenariusz?

W jednym z materiałów wideo na naszym kanale na YouTube „Sommer 13” pojawił się bardzo interesujący program „Jest cieplej czy zimniej? Grenlandia prawdę ci powie!”. Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” postanowił przyjrzeć się bliżej problematyce globalnego ocieplenia, które coraz częściej prezentuje się nam jako największe wyzwanie, przed którym stoi ludzkość. Tomasz Sommer przeanalizował artykuł factcheckingowy „Factcheck: What Greenland ice cores say about past and present climate change”, który został opublikowany na portalu carbonbrief.org specjalizującym się w nauce i polityce dotyczącej zmian klimatycznych. Jak się okazuje, opinii publicznej powszechnie wciska się jedynie wykresy obejmujące ostatnie dwa tysiące lat. Tak jest chociażby na wszechwiedzącej Wikipedii, która ukazuje globalną średnią zmianę temperatury na ziemi. Patrząc tylko na ten drobny wycinek, rzeczywiście można pomyśleć, że obecnie wskaźnik szybuje niebezpiecznie w górę (i to zapewne wyłączna wina człowieka).

REKLAMA

Sytuacja ulega zmianie, gdy spojrzy się na to, jak na przestrzeni ostatnich dwunastu tysięcy lat kształtowały się temperatury na Grenlandii. Okazuje się bowiem, że w przeszłości odnotowywano tam już dużo wyższe temperatury niż obecnie. W zasadzie przeważająca większość wykresu to naprzemienne wzrosty i spadki – współcześnie ta prawidłowość nie uległa wielkiej zmianie. Jest jednak pewne „ale” – zdaniem tzw. ekspertów, którzy „udoskonalili” cały wykres, już zaraz temperatura wystrzeli w górę niczym rakieta, aby w 2100 roku osiągnąć niespotykany jak dotąd poziom. Jak wynika z opracowania, „o ile emisje gazów cieplarnianych nie ustaną w najbliższej przyszłości, ocieplenie będzie postępować i do połowy XXI wieku Grenlandia – i cały świat – prawdopodobnie doświadczy temperatur niespotykanych co najmniej od ostatniego okresu międzylodowcowego 125 000 lat temu”. Warto jednak zastanowić się, dlaczego mainstreamowi naukowcy są tak pewni swojej teorii, a co ważniejsze – jak to wszystko obliczyli?

Czy Unia Europejska zbawi świat?

Odsyłam wszystkich zainteresowanych do wspomnianego odcinka „Jest cieplej czy zimniej? Grenlandia prawdę ci powie!”, w którym red. Tomasz Sommer szczegółowo omówił całe to zagadnienie i przedstawił dużo więcej ciekawych obserwacji. Ja natomiast chciałbym przejść do zagadnienia, które jest mi dużo bliższe, a mianowicie do światłych planów naszych brukselskich włodarzy. Otóż Unia Europejska wyznaczyła sobie szczytny cel osiągnięcia do 2050 roku tzw. neutralności klimatycznej, czyli równowagi między emisją i pochłanianiem CO2 z atmosfery. Wszystko po to, aby uratować świat przed zbliżającą się zagłądą, za którą – zgodnie z ustaleniami koncesjonowanych naukowców – odpowiadamy my sami. Receptą eurokratów jest Europejski Zielony Ład, który zmusza wszystkie państwa członkowskie Wspólnoty do przyjęcia szeregu rzekomo ekologicznych i „zrównoważonych” rozwiązań. Oczywiście w tym ujęciu tradycyjny przemysł, energetyka oraz transport mają zostać wyparte na rzecz niemieckich wiatraków i transportu zbiorowego.

Przyjmijmy założenie, że rzeczywiście musimy zredukować emisję CO2. W porządku. Jednak czy sama UE rzeczywiście jest w stanie realnie wpłynąć na globalne ocieplenie i jakoś zahamować ten negatywny trend? W 2020 roku w jednym z najstarszych i najbardziej prestiżowych czasopism naukowych „Nature” pojawił się artykuł, którego autorzy nie zostawili na europejskich dygnitarzach suchej nitki. Eksperci z niemieckiej politechniki Karlsruher Institut für Technologie napisali wprost, do czego doprowadzą podobne pomysły.

„Efektem dążenia UE do osiągnięcia w 2050 roku neutralności klimatycznej w ramach Europejskiego Zielonego Ładu może być przeniesienie ich emisji gazów cieplarnianych do innych państw bez faktycznej zmiany ogólnoświatowego bilansu” – stwierdzili badacze. Co więcej, ogromna skala importu żywności, przede wszystkim zbóż i mięsa, pozwala Unii Europejskiej na forsowanie u siebie zrównoważonego modelu rolnictwa, ale kosztem innych rejonów świata, gdzie dochodzi do wielu szkód ekologicznych.

Do miażdżących wniosków doszli także eksperci z Uniwersytetu Michigan, którzy w fachowym piśmie „Nature Sustainability” wskazali na zjawisko przenoszenia ciężaru emisji CO2 do krajów Trzeciego Świata. Jak wskazują statystyki, w latach 1990-2008 państwa wysoko rozwinięte co prawda zmniejszyły swoją emisję dwutlenku węgla o 16 gigaton, ale w tym samym okresie państwa rozwijające się podwoiły własną emisję. I jaki w tym wszystkim sens, skoro w ujęciu globalnym emisja wcale się nie zmniejsza? Co więcej, według danych z 2018 roku (Global Carbon Atlas) w globalnej emisji CO2 przodują Chiny i Indie (34,8 proc.). Z kolei państwa Unii Europejskiej, na które wywiera się największy nacisk, odpowiadają tylko za 9,4 proc. Nawet jak jeszcze obejmiemy dekarbonizacją Stany Zjednoczone i Australię, to i tak na planecie nie zapanuje ta mityczna neutralność klimatyczna. Zauważmy jednak, że z jakiegoś powodu Grety Thunberg tego świata uwzięły się właśnie na szeroko rozumiany świat Zachodu… Nie jest to zastanawiające?

REKLAMA