Wiele firm staje dziś przed wyzwaniem: pracownicy oczekują wyższych pensji, a budżety nie chcą się rozciągać. Kartka z podziękowaniem za zaangażowanie jest miła, ale nic poza tym. Na szczęście jest sposób, by wesprzeć zespół i zrobić to z głową. Coraz więcej pracodawców dochodzi do wniosku, że jednym z takich rozwiązań może być karta lunchowa.

Pracodawcy pod presją płacową
Presja na wzrost wynagrodzeń nie jest domeną korporacji. Dotyka dziś także małych i średnich firm (MŚP). Pracownicy coraz częściej głośno mówią o tym, że chcą zarabiać więcej. I trudno się dziwić, bo ich codzienne wydatki – od rachunków po jedzenie po ratę kredytu mieszkaniowego do niedawna stale rosły. Jak wynika z badania Pracuj.pl, 73% osób szuka nowej pracy z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia.
Pojawia się więc pytanie: jak zatrzymać ludzi w organizacji, kiedy coraz częściej oczekują wzrostu pensji, a firmowa kasa nie jest bez dna?
Wysokie koszty podwyżek
Choć intuicja podpowiada, że najlepszą odpowiedzią na oczekiwania pracowników jest po prostu podwyżka płac, z perspektywy działów HR i finansów sytuacja wygląda bardziej skomplikowanie. Podniesienie wynagrodzenia zasadniczego to nie tylko większy koszt brutto dla pracodawcy. To również wyższe składki ZUS i podatki.
Przykład? Podwyżka o 450 zł brutto może kosztować firmę nawet ponad 537 zł miesięcznie. A jeśli taki ruch trzeba powtórzyć dla większej grupy pracowników, suma może stanowić istotne obciążenie dla budżetu.
Trzeba też pamiętać, że podwyżki uruchamiają efekt domina – oczekują ich nie tylko najbardziej efektywni pracownicy, ale i ci, którzy „dowiedzieli się w kuchni”, że kolega zarabia więcej. To może prowadzić do napięć w zespole, a w dłuższej perspektywie – do zwiększonej rotacji.
Dlatego coraz więcej firm zaczyna szukać innych dróg, które pozwalają dać pracownikom więcej, ale bez nadmiernego obciążania budżetu.
Jak podnieść wynagrodzenie, optymalizować koszty z dbałością o interes pracowników?
Czy da się pogodzić potrzeby pracownika i interes finansowy firmy? Jednym z takich rozwiązań są benefity pozapłacowe rozliczane na preferencyjnych zasadach podatkowych.
Benefit żywieniowy, jakim jest karta lunchowa, jest zwolniony z ZUS do kwoty 450 zł miesięcznie na jednego pracownika, zarówno dla niego samego, jak i dla pracodawcy. Pozwala to firmie przekazać dodatkowe pieniądze znacznie „taniej” niż w przypadku tradycyjnej podwyżki, bo koszt takiego rozwiązania jest o kilkadziesiąt procent niższy.
A to robi różnicę.
Zwłaszcza że dla pracownika taka forma wsparcia również ma wymierną wartość. Gdy może zapłacić kartą za zakupy w Żabce, obiad w biurowej knajpie czy zamówienie przez Pyszne.pl przypomina sobie, że to właśnie firma dba o jego codzienne potrzeby.
Tańszy sposób na podwyżkę – karta lunchowa
Jednym z benefitów, które zyskują na popularności właśnie z uwagi na korzystne zasady podatkowe i ZUS jest karta lunchowa Edenred. To przedpłacona karta płatnicza, którą pracodawca doładowuje co miesiąc – najczęściej do wspomnianego limitu 450 zł. Działa jak zwykła karta Mastercard – można nią płacić stacjonarnie i online, także zbliżeniowo, np. w sklepach, restauracjach, na stacjach benzynowych z ofertą spożywczą.
Dzięki niej firma ma w perspektywie oszczędności: przekazując 450 zł w formie karty lunchowej, koszt świadczenia wynosi dokładnie 450 zł – bez dodatkowych składek i podatków. Gdyby chcieć dać pracownikowi na rękę taką samą kwotę w formie podwyżki, trzeba by się liczyć z wydatkiem wyższym o kilkadziesiąt procent. I to ze świadomością, że część miesięcznych wydatków zatrudniony i tak przeznaczy na jedzenie!
Pracownicy i HR lubią to!
Nie trzeba organizować papierowych bonów ani żonglować fakturami. Edenred, jeden z liderów w tym segmencie, oferuje system do zarządzania kartami i elastyczne dopasowanie do potrzeb zespołu. Wdrożenie nie wymaga zmiany polityki kadrowej ani długich konsultacji z działem prawnym.
Z kolei dla pracownika to benefit, który ma realną wartość użytkową – codzienne zakupy spożywcze, obiad w czasie pracy czy kolacja po zmianie stają się mniej odczuwalne dla domowego budżetu. Co ważne, karta działa jak zwykła karta płatnicza – nie stygmatyzuje i nie wymaga korzystania z określonych punktów. Można nią płacić w Żabce, Biedronce, Carrefourze, McDonald’s, KFC, a także w wielu restauracjach i barach.
Dla wielu osób, zwłaszcza pracujących zmianowo czy fizycznie, możliwość zjedzenia czegoś ciepłego bez obciążania domowego budżetu i konieczności wygospodarowania dodatkowego czasu to konkretna pomoc.
Działa jak podwyżka, kosztuje mniej
Firmy, które wdrożyły to rozwiązanie, zauważają nie tylko wzrost zadowolenia pracowników, ale też ich większe zaangażowanie – zwłaszcza w organizacjach, gdzie rytm pracy utrudnia regularne spożywanie posiłków. W takich przypadkach karta lunchowa wspiera także wellbeing i regenerację.
Nie każda firma może sobie dziś pozwolić na szerokie podwyżki. Ale niemal każda może poszukać mądrzejszych rozwiązań. Karta lunchowa to jedno z nich – działa jak dodatek do pensji, ale z niższym kosztem po stronie firmy. Ułatwia życie pracownikom, wspiera zdrowe nawyki i pokazuje, że firma nie jest głucha na ich potrzeby.
Może nie rozwiąże wszystkich problemów kadrowych, ale na pewno będzie dobrym punktem wyjścia do budowania uczciwego, zbalansowanego systemu motywacji. A to w dzisiejszych realiach – więcej niż bonus.