Zamachowiec ze Strasburga nadal na wolności. Francuzi nie mogą go znaleźć. Czy to odwróci uwagę społeczeństwa od protestów „żółtych kamizelek”przeciwko Macronowi?

Emmanuel Macron. Foto: PAP/EPA
Emmanuel Macron. Foto: PAP/EPA
REKLAMA

Przez całą noc setki policjantów i żołnierzy poszukiwały mężczyzny, który na krótko przed godz. 20 we wtorek zabił w pobliżu jarmarku bożonarodzeniowego w centrum Strasburga, na wschodzie Francji, zabił trzy osoby i ranił 12. Sześć z nich wciąż walczy o życie. Po czterech tygodniach protestów „żółtych kamizelek” uwaga społeczeństwa odwróciła się od nieudolnego babcisynka prezydenta Emmanuela Macrona. Przypadek?

Sprawca strzelaniny, która jak podejrzewają śledczy miała podłoże terrorystyczne, wciąż jest poszukiwany. Na ulicach stolicy Alzacji pojawiły się dziesiątki wozów policyjnych. Nad dachami domów krążyły dwa śmigłowce.

REKLAMA

W środę jarmark pozostanie zamknięty. Odwołano wszystkie imprezy publiczne. Władze ostatecznie zdecydowały, że szkoły będą otwarte, pozostawiając jednak rodzicom możliwość pozostawienia dzieci w domu.

Jak informowały francuskie media, powołując się na informacje MSW, morderca to znany z działalności przestępczej 29-letni mężczyzna urodzony w Strasburgu. Gdy odsiadywał karę za przestępstwa kryminalne, próbował nakłaniać współwięźniów do przejścia na radykalny islam.

Do godz. 7 rano zamachowca nie udało się schwytać. W nocy ogłoszono podwyższenie w całym kraju poziom alertu antyterrorystycznego.

Sprawca strzelał w trzech miejscach Strasburga, przemieszczając się pieszo; dwa razy natknął się na żołnierzy patrolujących ulice w ramach operacji „Sentinelle” (Wartownik), która trwa od paryskich zamachów z listopada 2015 roku. Według reporterek BFMTV żołnierze otworzyli ogień i zranili sprawcę. Udało mu się jednak uciec – odjechał taksówką. Powołując się na zeznania kierowcy, radio France Info podało, że terrorysta był ranny.

Do strzelaniny doszło w historycznym centrum Strasburga, na obrzeżach zamykającego się właśnie na noc jarmarku bożonarodzeniowego, najsłynniejszego takiego targu we Francji. Liczni turyści i miejscowi opowiadali w radiu i telewizji, że gdy usłyszeli strzały, najpierw myśleli, że to sztuczne ognie, a następnie zaczęli uciekać w panice.

Wielu ludzi schroniło się w restauracjach, hotelach czy sklepach, gdzie następnie, na polecenie policji, pozostać musieli do godz. 1 w nocy. Do godz. 2 w nocy pozostali w Parlamencie Europejskim eurodeputowani.

„Jak to możliwe, że jeden islamski bandyta może sparaliżować wielkie miasto?” – pytał w nocy z wtorku na środę jeden z mieszkańców Strasburga, wychodząc z restauracyjnej piwnicy, w której wraz z innymi schował się po zamachu.

Jarmark bożonarodzeniowy w Strasburgu już w 2000 roku był celem udaremnionego zamachu, przygotowanego przez Al-Kaidę. Według komentatorów religijny, antychrześcijański wymiar takich przestępstw jest niewątpliwy – stolica Alzacji słynie z bożonarodzeniowego jarmarku.

Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych mówią o spokoju i solidarności mieszkańców. Zwracają uwagę na symboliczny wymiar Strasburga – w którym mieści się siedziba Parlamentu Europejskiego – miasta ilustrującego, jak twierdzą, „pojednanie narodów”.

Przewodniczący rady regionu Grand Est (Alzacja-Szampania-Ardeny-Lotaryngia) Jean Rottner powiedział dziennikarzom: „Wszyscy jesteśmy dziś strasburczykami i cała Francja jest alzacka”.

Wysoko ocenił postawę mieszkańców miasta, którzy „wzajemnie się wspomagali”. Apelował o „spokój i rozsądek”, ostrzegł przed „szerzeniem pogłosek”. Przyznał następnie, że „stuprocentowa ochrona nie istnieje” i wszelkie zabezpieczenia świata nie pomogą, gdy do akcji wkracza „zdecydowany terrorysta”. (PAP)

REKLAMA