
Choć na razie radykalnych zmian dla pracowników nie ma, to nowelizacje wydają się nieuniknione, a te szykowane wcześniej przez rządzących dużo namieszają! Jak nie w roku wyborczym, to w następnym, w myśl starej zasady, że wyborcy mają krótką pamięć.
Co miałoby się zmienić w Kodeksie Pracy? Pojawia się wiele pomysłów, a nad częścią z nich pochyla się rząd, co do niektórych wyraża nawet pozytywne stanowisko.
Przypomnijmy, że po raz pierwszy o zmianach zrobiło się głośno w ubiegłym roku. Wówczas ministerstwo pracy, którym kieruje Elżbieta Rafalska, wycofało się z części proponowanych zmian. Dla innych zapowiedziano wprowadzanie etapowe.
Co to dokładnie oznacza? Tego możemy się jedynie domyślać i obstawiamy, że te zmiany, które mniej podobają się opinii publicznej zostały przypuszczalnie zachowane na czas po wyborach i wejdą w życie np. od 2020 czy 2021, jeżeli „Zjednoczona Prawica” znów wygra wybory.
Jednym z rozważanych pomysłów jest to, by urlop z danego roku trzeba było faktycznie wykorzystać w danym roku kalendarzowym. Nie można byłoby więc nie wykorzystać kilku dni i dołączyć ich do urlopu z roku kolejnego.
Inną zmianą, z której resort na razie się wycofał, było wprowadzenie zakazu pracy w trakcie urlopu. Stopniowo od dawna rząd stara się zmusić pracowników do przejścia na mniej korzystną dla nich umowę o pracę – wszak wtedy więcej pieniędzy wpada do budżetu centralnego.
Czy takie zmiany zostaną wprowadzone? Fakt że pojawiają się owe pomysły w głowach rządzących nakazuje zachować szczególną czujność.