
W klinice w rosyjskim Czelabiński aresztowano mężczyznę, który podrobił swój lekarski dyplom. Jak się okazało był fałszywym lekarzem, ale prawdziwym wampirem, który w szkolnych czasach zamordował swego kolegę, a jego zwłoki poddał „rytualnym obrzędom”.
Borys Kondraszin pracował w czelabińskiej klinice jako internista od listopada. Szybko wyszło na jaw, że sfałszował swój dyplom. Praca w szpitalu była dla niego okazją do zdobywania narkotyków. Ich duże ilości znaleziono podczas przeszukania w jego mieszkaniu.
W trakcie śledztwa okazało, że Kondraszin ma na sumieniu znacznie poważniejsze sprawki. Jeszcze jako nastolatek w mordzie rytualnym zabił swego szkolnego kolegę.
Do przerażającego morderstwa doszło dwadzieścia lat wcześniej. Kondraszin miał wtedy 16 lat. Interesował się wtedy czarną magią i okultyzmem. Nazywał sam siebie „Baronem von Ginczel”. Jako syn psychiatry miał dostęp do leków i narkotyków, które rozprowadzał w szkole. Jednego z psychotropów użył, by zabić swego szkolnego kolegę, któremu zaaplikował śmiertelną dawkę.
Zwłoki ofiary poćwiartował. Z korpusu usunął wątrobę i serce. Krew zamordowanego zebrał do srebrnego kielicha i wypił. Odcięte ręce umieścił w słoikach z formaliną. miały mu pomóc w „obcowaniu z demonami”. Po całej „ceremonii” szczątki zamordowanego podrzucił na ulicy nieopodal domu , w którym mieszkał.
Gdy zbrodnia wyszła na jaw i zidentyfikowano sprawcę, Kondraszina skierowano do zamkniętego zakładu dla chorych psychicznie. Przebywał w nim 10 lat.
Policja bada jak to możliwe, ze po wyjścia z zakładu Kondraszin mógł udawać doktora i uzyskać prace w szpitalu w Czelabińsku. Jak na razie nie jest też jasne, w jaki sposób doszło do jego zdemaskowania. Niektóre lokalne media podają, iż jego lekarski profil w internecie rozpoznał jeden z przyjaciół rodziny Kondraszynów.