Najnowsze informacje w sprawie afery Euroweek. Tak „lekcje” miał prowadzić wolontariusz z Indonezji

Kolaż zdjęć z hasztagiem #Euroweek/fot. instagram.com/wykop.pl (kolaż)
Kolaż zdjęć z hasztagiem #Euroweek/fot. instagram.com/wykop.pl (kolaż)
REKLAMA

Dalszy ciąg afery Euroweek. Zdjęcia z warsztatów językowych prowadzonych przez arabską młodzież wywołały w naszym kraju nie mały skandal pod koniec zeszłego roku. Nastolatki pozowały na nich z dojrzałymi mężczyznami w dwuznaczny sposób. 

Jak się okazuje teraz tą bulwersującą sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Bystrzycy. To do niej trafiły 4 zawiadomienia ws. fundacji „Euroweek – Szkoła Liderów”.

REKLAMA

„W wypadku jednego trwa postępowanie sprawdzające” – mówił TVP3 Wrocław Tomasz Orepuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Przypomnijmy, że podczas warsztatów, które organizował „Euroweek” miało dojść do zajęć, podczas których wolontariusz, obywatel Indonezji, miał niezwykle wyuzdane pomysły na „lekcje”.

Jednym razem zaproponował by dziewczynki wkładały sobie butelki do ust a następnie poruszały nią w buzi. Tak wynika z jednego z zawiadomień.

„Następnie przykładał ją sobie do krocza w sposób sugerujący, że jest to jego członek i wykonywał biodrami ruchy frykcyjne. Potem podchodził od tyłu do dwóch chłopców z butelką trzymaną w ten sposób i wykonywał takie same ruchy, stojąc bezpośrednio za nimi. Później wkładał sobie tę butelkę do ust” – czytamy w zawiadomieniu.

Dzieci miały opuścić spotkanie, a władze fundacji nie zareagować. Przypadkiem warsztatami „Euroweek” zainteresowało się także Ministerstwo Edukacji Narodowej. Chce ono prześwietlenia obozów odbywających się w latach 2016-2018, które miały miejsce w powiecie kłodzkim.

Chodziło o to by śledczy sprawdzili, czy nie dochodziło do czynności seksualnych, w których brały udział dzieci poniżej 15 roku życia. Z takim samym zawiadomieniem wystąpił Instytut na Rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Policja jednak ustaliła, że podczas warsztatów nie dochodziło do spotkań wolontariuszy z dziećmi sam na sam. Spotkania odbywały się zawsze pod okiem opiekunów lub rodziców.

Prokuratura uzasadnia, że owszem dochodziło do kontaktów fizycznych między dziećmi a wolontariuszami, ale bez podtekstów seksualnych.

„Nigdy nie mieliśmy żadnego zgłoszenia od uczestników, że dzieje się coś złego” – powiedział prezes „Euroweek” Adam Jaśnikowski. Uważa on, że jego fundacja padła ofiarą manipulacji.

Źródło: TVP Info

REKLAMA