„O ty k…! Oj…sz mi gałę! Nie krzycz, bo cię zaj…!” Szokująca relacja studentki łódzkiej filmówki. Nikt jej nie pomógł

Aleksandra Szulejko. Foto: Facebook
Aleksandra Szulejko. Foto: Facebook
REKLAMA

Ta kobieta przeżyła istne piekło. Studentka łódzkiej Szkoły Filmowej w poniedziałek nad ranem wracała do akademika po transmisji z gali rozdania Oskarów. Nagle została napadnięta przez bandytę, który chciał ją zgwałcić. Żadna ze służb nie potrafiła jej udzielić pomocy. Wszystko opisała na swoim facebookowym profilu. Dopiero po ujawnieniu swoich traumatycznych przeżyć policja zareagowała.

Jak informują media pani Aleksandra pochodzi z Piotrkowa Trybunalskiego. W Łodzi studiuje w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera. Mieszka w akademiku. Załamana opisała na swoim koncie na Facebooku jaki przeżyła piekło.

REKLAMA

„Zdarzenie miało miejsce w Łodzi w poniedziałek o godzinie ok 5:30 kiedy wracałam ze szkolnej transmisji Oskarów do akademika. Jest to trasa, która pokonuje codziennie. (…) Nie zauważyłam jak w ciągu kilkudziesięciu sekund podszedł do mnie mężczyzna, który krzyknął do mnie „o ty kurwo” i zaczął mnie szarpać. Pierwsza rekcją ucieczka – niestety udaremniona, widzę przejeżdżające auto to wyskakuje przed nie i zatrzymuje krzycząc pomocy bo już wiem, że coś jest nie tak. Samochód mnie mija, ot normalny łódzki incydent w poniedziałkowy poranek.”

„Zaczynam krzyczeć i wtedy mężczyzna zaczyna do szarpania i ściskania dodaje okłady pięścią w twarz i głowę i informuje mnie, że mam mu cytuje „ojebać galę”. W życiu nie spotkało mnie coś równie obrzydliwego, coś na tyle przerażającego, że dosłownie się zsikałam pod siebie. Potem pamiętam już tylko okładanie mojej głowy, krzyki „nie krzycz bo Cię zajebię” i moje histerycznie wrzeszczenie wniebogłosy o pomoc.”

„Na koniec sprowadzenie do pozycji klęczącej i kilka kopniaków w głowę i w bok ciała. Potem pojawili się ludzie i oprawca spokojnie oddalił się w stronę ulicy Kilińskiego. Ja po tym wszystkim nie byłam w stanie wydusić z siebie nawet słów gońcie go! Jedyne co krzyczałam to „boże co on mi zrobił” i sama musiałam zadzwonić o pomoc.”

Następnie załamana kobieta pisze, że na radiowóz policyjny musiała czekać aż 25 minut. Funkcjonariusze zaprosili ją do samochodu i przez kolejne minuty jeździli po okolicy szukając sprawcy. W końcu zawieziono ją z powrotem na miejsce zdarzenia, gdzie czekała już na nią karetka.

„Pan w karetce na miejscu wyjaśnił mi, ze to moja wina bo miałam słuchawki w uszach. Nadal w mokrych od uryny ubraniach, przewieziono mnie do szpitala, a tam dopiero po kilku razach upominania się dano mi jakieś jednorazowe ubrania. Lekarz stwierdził, że brak objawów neurologicznych obliguje mój wypis. Po wyjściu ze szpitala jadę na komisariat i dowiaduje się, że funkcjonariusze zostawili notatkę, że zostałam pouczona. Ja ofiara, zostałam przekazana do karetki bez jakichkolwiek instrukcji co dalej i oni mi mówią, że zostaje pouczona.”

„Okazuje się, że sprawy nie ma i jeżeli chce aby sprawca był ścigany muszę złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. (…) Coraz to nowym policjantom muszę opowiadać ze szczegółami jak i gdzie mnie dotknął, złapał, szarpnął , uderzył ze wszelkimi szczegółami. W efekcie przesłuchuje mnie prokurator. Sprawca będzie ścigany. Tylko dlatego, że powiedziałam sobie, że nie odpuszczę, ze ten człowiek pewnie mieszka obok nas i nie zrobił tego pierwszy raz i że nie narażę na to piekło innych kobiet.”

Niestety po raz kolejny Policja nie popisała się, zareagowali dopiero po wpisie pani Aleksandry umieszczając poniższy wpis w mediach społecznościowych.

„Niezwłocznie po przeczytaniu postu zamieszczonego na portalu społecznościowym Pani Aleksandry ( łódzkiej studentki) komendant zlecił przeprowadzenie czynności kontrolnych co do zastrzeżeń , które opisano w publikacji. Z dokumentacji w systemach teleinformatycznych wynika, że po zgłoszeniu nam przez Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego /112/ zdarzenia dot. pobicia / taka była przekazana treść/ dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Łodzi niezwłocznie wysłał na sygnałach uprzywilejowania patrol, który dotarł na miejsce w ciągu 5 minut od przekazania nam informacji. Zawsze w sytuacjach, kiedy możliwa jest penetracja terenu, wspólnie z pokrzywdzonym lub świadkiem policjanci niezwłocznie podejmują taką próbę . Doświadczenie pokazuje, że daje to sporą szansę na zlokalizowanie i zatrzymanie podejrzewanego. Tak też było w tym przypadku” – pisze łódzka policja.

Po nagłośnieniu sprawy przez panią Aleksandrę udało się złapać gwałciciela.

„Przed godziną 16.00 w dniu 26 lutego 2019 roku policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi zatrzymali 29-latka jako osobę podejrzewaną o napaść na tle seksualnym” – mówi Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

„Czynności prowadzone były przez policję od wczoraj. Samo miejsce zdarzenia nie jest objęte monitoringiem, ale policjanci analizując zapisy okolicznych kamer wyselekcjonowali wizerunek podejrzewanego, opublikowali go w mediach, a także rozpoczęli typowania na bazie własnego rozpoznania. W efekcie podejrzewany mężczyzna został szybko zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Dalsze czynności zostaną przeprowadzone jutro” – dodaje.

Źródło: Facebook

REKLAMA