Tak kłamią niemieckie media. Bitwa rzekomych „youtuberów” na Alexanderplatz w Berlinie to w rzeczywistości etniczne porachunki

policja niemiecka. Berlin
Policja na Alexanderplatz. Berlin Fot. Twitter
REKLAMA

Niemieckie media nie chcą potwierdzać, że na terytorium tego kraju swoje porachunki załatwiają etniczne bandy. Wymyśla się więc rożnego typu eufemizmy i wprowadza pojęcia zastępcze dla „zmylenia czytelnika”. Dużą zadymę w centrum Berlina określono więc jako „wielką bijatyką między zwolennikami dwóch zwaśnionych youtuberów”.

Na Alexanderplatz w Berlinie odbyła się tymczasem prawdziwa bitwa. Policja zatrzymała 9 osób z około 400 biorących udział w zadymie. Do ich uspokojenia trzeba było jednak 100 funkcjonariuszy. Kim naprawdę są „zwolennicy youtouberów” pisze Cezary Gmyz:

REKLAMA

Wieczorem na Alexanderplatz zebrali się „zwolennicy” pochodzącego ze Stuttgartu Turka „Bekira” i „berlińczyka” – „Bahara Al Almooda” reprezentującego mniejszość arabską. W obydwu przypadkach chodzi nie tyle o celebrytów „obserwowanych” przez tysiące osób, ale po prostu o etniczne gangi przestępcze, które zrobiły sobie w Berlinie „ustawkę”.

Okazją do „ustawki” były odwiedziny niemieckiej stolicy przez Bekira. Rozpoczęta bijatyka przeniosła się m.in. do pobliskiej stacji metra. Wg policji dwie osoby zostały ranne.

REKLAMA