NASA chciała wprowadzić równouprawnienie w kosmosie. Nie wyszło z prostego powodu

Kosmonautka. Fot. Twitter/NASA
Kosmonautka. Fot. Twitter/NASA
REKLAMA

Amerykańska NASA chciała dokonać symbolicznego aktu „równouprawnienia” płci w kosmosie. W tym celu chciano wysłać na spacer w przestrzeń załogę z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, która miała się składać… wyłącznie z kobiet. Plany trzeba było jednak skorygować.

Po latach męskiej dominacji w eksploracji kosmosu, NASA chciała dowartościować kobiety i wysłać na spacer po orbicie dwie kosmonautki. Jednak symbolem feminizacji kosmosu pozostaje Rosjanka Walentyna Tiereszkowa, bo „postępowy” pomysł NASA trzeba było zarzucić.

REKLAMA

Powód był prozaiczny. Pułkownik Anne McClain, jedna z dwóch astronautek, które miały wziąć udział w pierwszym wyłącznie kobiecym spacerze kosmicznym, pozostanie na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. NASA nie zdąży do tego czasu przygotować dla McClain odpowiedniego skafandra.

Po treningu astronautki Anne McClain okazało się, że skafander jest za duży i ogranicza możliwości jej ruchu. Aby nie opóźniać misji zdecydowano się posłać załogę koedukacyjną. Na spacer wyjdą Cristina Koch i Nick Hague.

Swoją drogą czy Zachód nie dostrzega, że „równouprawnienie” w ich wykonaniu to próba sztucznego poskromienia mężczyzny i wyniesienia na dominującą pozycję kobiety?

REKLAMA