Lekarz z SOR szczerze opowiada co tam się dzieje w nocy. Włosy stają dęba!

Lekarze, operacja. Obrazek ilustracyjny. Foto: pixabay
Lekarze, operacja. Obrazek ilustracyjny. Foto: pixabay
REKLAMA

Lekarza z SOR szczerze opowiada co tam się dzieje w nocy i w weekendy. Po ostatniej tragicznej śmierci 39-letniego pacjenta na ostrym dyżurze w Sosnowcu po 12 godzinach oczekiwania na pomoc SOR ma wśród Polaków złą opinię. Teraz lekarz z SOR-u opowiada, jak wygląda ich praca.

W dzień powszedni dyżur na SOR trwa od godz. 15 do 8 dnia następnego – mówi portalowi fakt.pl lekarz jednego z bydgoskich szpitali.

REKLAMA

W weekendy dyżury są całodobowe, 24-godzinne. Personelu jest zbyt mało i jesteśmy przeciążeni. A do pracy na SOR-ze nie ma chętnych, bo praca jest tu stresująca, łatwo popełnić błąd.

Jak opowiada lekarz najgorsze są weekendy. Wtedy na SOR „idą” tłumy pacjentów. Od bólu brzucha, po rozbite głowy po bójkach na imprezie.

Długie kolejki i odległe terminy w przychodniach sprawiają, że schorowani ludzie traktują SOR-y jako jedyny sposób szybkiego dostania się do specjalisty, do którego na wizytę musieliby czekać tygodniami – opowiada lekarz.

Zgłaszają się też do nas pacjenci np. z urazami sprzed dwóch tygodni. Albo z katarem czy bólem gardła – dodaje.

Jeżeli pacjent przychodzi, to znaczy, że potrzebuje pomocy, natomiast nie zawsze ta pomoc powinna mu zostać udzielona właśnie na SOR-ze. Mówię wtedy takiemu pacjentowi, że powinien zgłosić się do nocnej czy świątecznej pomocy lekarskiej albo do lekarza pierwszego kontaktu. Wtedy pacjent, zdenerwowany długim często oczekiwaniem, wrzeszczy na mnie, że on płaci podatki i wymaga, żebym się nim natychmiast zajął.

Jak mówi lekarz portalowi fakt.pl: Musimy jednak mieć świadomość, że na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym poza tą osobą z katarem jest też osoba, która ma silną duszność i trzeba jej pilnie pomóc.

Osoby w podeszłym wieku to szczególna grupa pacjentów Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. Co jeżeli chodzi o pacjentów pod wpływem alkoholu? Jak się okazuje to prawdziwa plaga dla lekarzy SOR-u. Mają oni wulgarnie wyzywać lekarzy, rwą się do bicia.

Kiedyś, udzielając pomocy pijanemu, w ostatniej chwili uniknąłem pobicia. Pacjent w amoku chwycił mnie za bluzę i do akcji musiał wkroczyć sanitariusz. Likwidacja izb wytrzeźwień to dla nas pracujących w SOR-ach strzał w kolano – mówi lekarz.

Niestety według doświadczonego lekarza przyszłość nie jest świetlana. – Sytuacja się nie zmieni, jeśli nie zbudujemy nowego systemu opieki zdrowotnej – kończy pesymistycznie lekarz. System ten powinien oczywiście w dużo większym stopniu opierać się na opiece prywatnej!

Źródło: Fakt.pl

REKLAMA