Papież Urban II przewraca się w grobie. Jego następca wspiera w Maroku wyprawę migrantów na Europę

REKLAMA

Urban II był papieżem, który ogłosił oficjalnie rozpoczęcie wyprawy krzyżowej w 1096 roku podczas synodu w Clermont. Wywołało to entuzjazm, a na znak krucjaty wybrano czerwony krzyż. Wyprawa pozwoliła wyzwolić Ziemię Świętą. Historia się zmienia. Dziś barbarzyńcy szturmują Europę, a współczesny papież Franciszek ich wspiera.

Wydaje się że humanitaryzm, kojarzony mocno na siłę z „miłosierdziem”, wszedł niemal do dogmatyki Kościoła. Pomijając etyczne źródło wypowiedzi papieskich, nie sposób jednak nie zauważyć, że tego typu działania wydadzą konkretne skutki kulturowe, cywilizacyjne, polityczne, ale nie wykluczone, że także „owoce” w postaci islamizacji naszego kontynentu.

REKLAMA

Franciszek zresztą w swoim przemówieniu w Maroku znacznie wyszedł poza ramy religii i etyki. Mówił o „postępie narodów”, chociaż ów „postęp” prowadzi właśnie do rozkładu narodów. Mówił, że nie można się ograniczać do pomocy i opieki, ale trzeba emigrantów włączać w szerokie plany społeczne.

Los migrantów jest „raną wołającą do nieba” – powiedział papież Franciszek w sobotę w stolicy Maroka Rabacie podczas spotkania w ośrodku Caritas. W swym wystąpieniu w kraju leżącym na jednym z głównych szlaków migracyjnych papież podkreślił, że rana migracji „stale rozdziera” początki XXI wieku.

Franciszek wyraził przekonanie, że wszyscy mają obowiązek odpowiedzieć na liczne wyzwania, jakie stawia współczesna migracja; „z wielkodusznością, skwapliwie, mądrze i dalekowzrocznie, każdy według swoich możliwości” – dodał.

Przypomniał, że w grudniu 2018 roku w Marrakeszu przyjęto oenzetowski pakt w sprawie migracji i ocenił, że stanowi on „ważny krok naprzód dla społeczności międzynarodowej”. Według papieża „to, po której stronie granicy stoi migrant, nie czyni go mniej lub bardziej ludzkim”.

Mówiąc o wyzwaniach, jakie stawia migracja, Franciszek argumentował: „Gra toczy się o to, jakie oblicze pragniemy sobie nadać jako społeczeństwo, a także o wartość każdego życia”.

Papież mówił, że „postępu narodów” nie można mierzyć jedynie rozwojem technologicznym lub gospodarczym. „Zależy on – dodał – przede wszystkim od zdolności do tego, by dać się poruszyć i wzruszyć tym ludziom, którzy pukają do drzwi i swoim spojrzeniem dyskredytują i pozbawiają władzy wszystkie fałszywe bożki obciążające i zniewalające życie”.

Franciszek przypomniał, że pakt w sprawie migracji został oparty na czterech czasownikach: „przyjmować, chronić, promować i integrować”.

Wyraził przekonanie, że nie można myśleć o strategiach na dużą skalę, „ograniczając się do działań opiekuńczych wobec migranta”. Uznał je za niezbędne, ale niewystarczające. Jak stwierdził, nie można godzić się na zbiorowe deportacje migrantów, bo to uniemożliwia zajęcie się poszczególnymi przypadkami.

Papież wyraził wdzięczność wszystkim, którzy niosą pomoc imigrantom i uchodźcom na całym świecie. „Dobrze wiecie i doświadczacie, że dla chrześcijanina to nie tylko migranci, ale to sam Chrystus puka do naszych drzwi” – podkreślił.

Trochę przestaje dziwić, że Franciszek ostatnio nie pozwalał na audiencji ucałować pierścienia Rybaka. W końcu symbolizuje on tradycję, a ta jest obecnie przekreślana.

Źródło: PAP

REKLAMA