
Już lada dzień na świat przyjdzie kolejne royal baby. Również przy tej okazji Meghan postanowiła postąpić po swojemu – wbrew tradycji rodziny królewskiej. Księżna Sussex wybrała bowiem całkiem inny szpital niż pozostałe kobiety z rodziny królewskiej na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat.
Jeśli wierzyć nieoficjalnym doniesieniom, Meghan i Harry już niedługo powitają na świecie swoją córeczkę. Przyszła mama po raz kolejny pokazała, że przestrzeganie królewskich tradycji nie jest dla niej. Wspólnie z Harrym zdecydowali, że ich pierwsze dziecko przyjdzie na świat „w pobliżu Windsoru”, gdzie para książęca Sussex ma zamieszkać lada dzień.
Nie wiadomo dokładnie, o którą placówkę chodzi. Wiadomo tylko, że będzie ona „prywatne i zapewniająca opiekę na najwyższym poziomie”. Para książęca będzie miała też odpowiednio dużo prywatności. Dziecko Harry’ego i Meghan nie jest pretendentem w kolejce do tronu królewskiego, dlatego książęca para uznała, że nie ma potrzeby pokazywać się publicznie zaraz po porodzie.
„Harry i Meghan wiedzą, że oni sami i poród cieszą się ogromnym zainteresowaniem społeczeństwa. Jednak ich dziecko nie jest bezpośrednim następcą tronu, oni zaś liczą na to, że wszystko odbędzie się bardzo prywatnie. Meghan boi się komplikacji w czasie porodu, niepokoi ją myśl o awaryjnym cięciu cesarskim. Nie chce do tego dokładać sobie stresu w postaci konieczności wyjścia przed szpital z dzieckiem na rękach zaledwie kilka godzin później” – czytamy w przytoczonych przez „The Sun” doniesieniach źródeł.
Szpital Świętej Marii, gdzie do tej pory przychodziły na świat dzieci z rodziny królewskiej, spekuluje natomiast, że głównym powodem takiej decyzji Meghan jest po prostu chęć odcięcia się od księżnej Kate.
„Nie chce kopiować tego, co robi księżna Kate” – uważa środowisko szpitalne.
Wygląda na to, że po raz pierwszy od czterdziestu lat w royal baby nie przyjdzie na świat w skrzydle „Lindo”. Jako pierwsza rodziła tam w 1977 roku księżniczka Anna. W tym miejscu przyszli na świat także Harry i William w 1982 i 1984 roku.
Źródła: gazeta.pl