
Brytyjska premier Theresa May w liście do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska zaproponowała odłożenie Brexitu do 30 czerwca br. – informuje w piątek Reuters.
Gdyby brytyjski parlament zdołał ratyfikować umowę w sprawie wyjścia W. Brytanii z UE przed tą datą, Brexit nastąpiłby wcześniej – zastrzegła May.
Napisała, że jej rząd pragnie ratyfikacji umowy wyjścia przed 23 maja br., co oznaczałoby, że W. Brytania nie weźmie już udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego, „ale będzie kontynuował odpowiedzialne przygotowania do przeprowadzenia tych wyborów, gdyby okazało się że jest to (ratyfikacja) niemożliwe”.Jednocześnie zastrzegła jednak, że taki scenariusz „nie leżałby w interesie ani Wielkiej Brytanii, ani Unii Europejskiej”.
Propozycja May musiałaby zostać jednomyślnie zaakceptowana przez 27 pozostałych państw członkowskich podczas przyszłotygodniowego posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli.
Wcześniej unijni liderzy wyrażali sceptycyzm wobec kolejnego krótkoterminowego opóźnienia Brexitu, argumentując, że nie rozwiązałoby ono dotychczasowych problemów, a jedynie przedłużyło okres niepewności towarzyszący spodziewanemu opuszczeniu Wspólnoty.
Wbrew wcześniejszym deklaracjom szefowej rządu, takie opóźnienie Brexitu mogłoby także wymagać udziału kraju w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, choć – paradoksalnie – wybrani europosłowie nigdy nie objęliby swoich mandatów, bo pierwsze posiedzenie PE jest zaplanowane dopiero na lipiec.
„Strategią rządu zawsze było i pozostaje wyjście ze Wspólnoty w uporządkowany sposób i bez zbędnego opóźnienia. Izba Gmin nie zaaprobowała na razie porozumienia, które pozwoliłoby na taki scenariusz, ani – pomimo znacznych wysiłków ze strony posłów i rządu – nie znalazła większości dla jakiejkolwiek innej propozycji” – przyznała premier.
Jak dodała, „ten impas nie może jednak trwać dłużej”. Przyznała, że w kraju „wywołuje to niepewność i szkodzi zaufaniu do polityki, a Unia Europejska ma zrozumiałą chęć skupienia się na dyskusjach o swojej własnej przyszłości”.
„Właśnie dlatego rząd zdecydował się na podjęcie dalszych działań, aby wypracować konsensus w ramach Izby Gmin” – zaznaczyła, wskazując m.in. na swoje rozmowy z liderem opozycyjnej Partii Pracy Jeremym Corbynem.
Powtarzając główne założenia swojego poniedziałkowego wystąpienia na Downing Street, May zastrzegła, że w razie braku porozumienia z laburzystami jej rząd jest gotowy do przeprowadzenia serii wiążących głosowań orientacyjnych w Izbie Gmin w nadziei na wypracowanie parlamentarnego kompromisu.
Premier przyznała jednak, że jest „frustrujące, że jeszcze nie udało nam się doprowadzić tego procesu do pomyślnego i uporządkowanego zakończenia”.
„Brytyjski rząd jest stanowczo zdeterminowany, aby do tego doprowadzić i będzie nadal działał jako konstruktywne i odpowiedzialne państwo członkowskie Unii Europejskiej, w zgodzie z zasadą lojalnej współpracy w tym wyjątkowym okresie” – zapewniła.
Wielka Brytania ma czas do 12 kwietnia, by zdecydować się albo na brexit bez umowy, albo uzyskać zgodę UE na przedłużenie członkostwa we Wspólnocie i znalezienie nowego sposobu na wyjście z impasu politycznego. Mogłoby ono na przykład polegać na drugim referendum w sprawie brexitu lub znacznej zmianie proponowanego modelu relacji z UE (np. pozostanie we wspólnym rynku lub w unii celnej).
Tymczasem szef Rady Europejskiej ma mieć własną propozycję dotyczącą Brexitu. Jak donoszą brytyjscy dziennikarze, Donald Tusk na przyszłotygodniowym szczycie ma zasugerować „flextension”, czyli „elastyczne” opóźnienie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Na rok, ale z możliwością wcześniejszego Brexitu, o ile brytyjscy politycy wreszcie się porozumieją w sprawie umowy dotyczącej jego warunków.
Premier Theresa May i część politycznych elit robią wszystko, by oszukać Brytyjczyków, zlekceważyć ich wolę i doprowadzić do do tego, by ostatecznie nie doszło do Brexitu. Nie mogą zrobić tego wprost, bo oznaczałoby to dla May i zwolenników pozostania w Unii katastrofę wyborczą. W Wielkiej Brytanii są jednomandatowe okręgi wyborcze .
Jednoznaczne odrzucenie Brexitu oznaczałoby, że każdy poseł, który oszukał wyborców od razu zaryzykowałby utratą ponad połowy głosów, bo większość Brytyjczyków głosowała za wyjściem z Unii. Stosowane są więc wszelkie zabiegi, manipulacje, sztuczki, by do Brexitu nie doszło, a jednocześnie nie przyznać się, że były to celowe działania.
Będą więc odwlekać decyzje w nieskończoność, tak jak to ma zaproponować Tusk. Wielka Brytania byłaby więc w stanie permanentnego opuszczania Unii, ale tak by do tego nie doszło.