Cenzura prewencyjna w Australii. Wprowadzono nowe prawo po zamachu w Christchurch

Cenzura w Internecie - zdjęcie ilustracyjne. / foto: Twitter
Cenzura w Internecie - zdjęcie ilustracyjne. / foto: Twitter
REKLAMA

Australia wprowadziła prawo nakładające sankcje karne na osoby zarządzające firmami, które udostępniają materiały wideo w sieci. Nowa ustawa jest efektem zamachu w Christchurch dokonanego przez obywatela Australii. Jej skutkiem będzie cenzura prewencyjna.

Twórcy ustawy twierdzą, że jej wprowadzenie jest konieczne aby zapobiegać wykorzystywaniu internetu, a w szczególności social mediów, przez terrorystów i kryminalistów.

REKLAMA

Bezpośrednim powodem, dla którego została wprowadzona jest transmisja na żywo, która była prowadzona przez 17 minut przez 28-letni Australijczyka Brendona Tarranta, w trakcie gdy mordował on muzułmanów w Christchurch. Sprawca wykorzystał do jej przeprowadzenia Facebooka.

Mainstreamowe media nie mogą transmitować takiego horroru jak w Christchurch lub innych zbrodni więc social media też nie powinny – napisał Minister d/s Komunikacji Mitch Fifield w oświadczeniu po przyjęciu nowego prawa.

The Unlawful Showing of Abhorrent Violent Material Bill przewiduje sankcje karne w postaci kary więzienia dla właścicieli lub osób należących do ich zarządów. Firmy zajmujące się streamingiem i zamieszczaniem filmów w sieci mogą być także ukarane grzywną finansową w wysokości 10 proc. ich rocznych obrotów, jeśli nie usuną takich materiałów.

Za „materiały z odrażającą przemocą” ustawa uznaje filmy przedstawiające gwałt, morderstwo lub atak terrorystyczny. Na firmy nałożono też obowiązek informowania policji o wykryciu takich materiałów na swoich stronach.

Krytycy ustawy zwrócili uwagę, że nie była ona w żaden sposób konsultowana z przedstawicielami branży ani ekspertami. Część zapisów jest według nich sprzeczna z prawem obowiązującym w kraju gdzie umiejscowiona jest centrala spółek takich jak Facebook czy Twitter, czyli USA.

Ustawa może także zapobiec ujawnieniu przemocy ze strony władzy wobec obywateli i spowodować, że osoby posiadające taką wiedzę będą bały się udostępniać tego typu materiały.

Jej efektem może być także to, że firmy w obawie przed sankcjami mogą zdecydować o ograniczeniu lub całkowitym uniemożliwieniu przeprowadzania transmisji na żywo na swoich stronach. Byłby to bardzo wygodny dla władzy sposób wpływania na przekaz mediów społecznościowych, który jednocześnie nie stawia rządu w roli tego, który wprowadza cenzurę.

Źródło: abc.net.au/nczas

REKLAMA