Maduro już wie dlaczego w jego kraju brakuje prądu. Komunistyczny prezydent oskarża sąsiadów o atakowanie Wenezueli

REKLAMA

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro oficjalnie ogłosił, że za atakami na system elektroenergetyczny kraju stoją Chile i Kolumbia przy wsparciu rządu USA. Przerwy w dostawach prądu powtarzają się od kilku tygodni.

Obarczanie winą zagranicy za wszystkie niedogodności życia w socjalistycznym systemie jest dość starą śpiewką propagandy, którą przerabialiśmy także w swoim czasie i w Polsce. W Wenezueli Maduro powtarza propagandę swojego poprzednika Chaveza.

REKLAMA

Tym razem na konferencji prasowej prezydent stwierdził: „Odkryliśmy nowe źródła ataków z Chile i z Kolumbii. Te cyberataki popierane są przez rząd USA celem zniszczenia systemu elektroenergetycznego Wenezueli”. Przed prezydenckim pałacem Miraflores w Caracas zebrał się też tłum jego zwolenników.

Wg Maduro USA mają zdalnie wywoływać ataki „cybernetyczne” i „elektromagnetyczne” na elektrownię wodną Guri w południowej Wenezueli, która zaopatruje kraj w 80% energii. Jego zdaniem chodzi o wprowadzanie wirusów do systemów komputerowych.

W rzeczywistości sieć energetyczna Wenezueli jest już mocno przestarzała, od lat nie ma też pieniędzy na konserwację infrastruktury. Podobne rzeczy dzieją się zresztą także np. w RPA, gdzie państwowe przedsiębiorstwo doprowadziło do dekapitalizacji sieci. W Wenezueli dostawy prądu są od 31 marca reglamentowane, poza obszarem stołecznym.

Socjalizm w Wenezueli to nie tylko problemy z elektrycznością, ale też dostawami wody, brakami towarów, upadkiem usług komunalnych, czy przewidywaną w tym roku przez MFW inflacją w wysokości… 10 milionów %.

REKLAMA