
Donald Tusk wszystko robi, żeby przekreślić Brexit i nie dopuścić Wlk. Brytanii do wyjścia z Unii Europejskiej.
Szef Rady Europejskiej wyraził też nadzieję, że być może w ogóle uda się zapobiec wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Przyznał, że to jego „ciche, prywatne marzenie”. Wskazał jednocześnie, że taką decyzję łatwej będzie uzyskać w rezultacie przedłużenia brexitu.
Tusk mówił dziennikarzom po spotkaniu, że po raz kolejny udało się uniknąć chaotycznego Brexitu. Jak zaznaczył, chciał, żeby termin Brexitu został możliwe najbardziej odroczony w czasie, „bo to uprawdopodobniłoby bardziej optymistyczne rozwiązania”. Przekonywał, że przedłużenie o 6 miesięcy daje szanse na zalezienie „możliwie najlepszego rozwiązania” i wystarczający czas dla Londynu, by „przemyśleć swoją strategię brexitową”.
Tusk zaznaczył, że obecnie wyraźna większość parlamentarzystów brytyjskich jest w dalszym ciągu za Brexitem. „Chociaż warto pamiętać, że w tych niekończących się głosowaniach w Izbie Gmin akurat głosowanie nad ewentualnym, kolejnym referendum przepadło, jeśli dobrze pamiętam, 12 głosami. Było bardzo blisko remisu. Jednak nie jest moją rolą organizowane, czy nawet kibicowanie zwolennikom drugiego referendum. To nie może być rola szefa Rady Europejskiej, ale mogę mieć swoje osobiste nadzieje, że być może Brytyjczycy zdanie zmienią” – powiedział.
Jak dodał, na pewno taką decyzje łatwiej będzie uzyskać w ciągu sześciu miesięcy niż sześciu dni. „To jest trochę mniej, niż chciałem, ale o wiele więcej niż wydawało się to możliwe jeszcze kilka tygodni temu” – dodał.
Tusk ocenił, że przedłużenie Brexitu do końca października przyniosło brytyjskiej premier Theresie May ulgę. „Fakt, że uzyskała naszą zgodę na przedłużenie terminu wyjścia, co było jej intencją, na pewno sprawiło jej ulgę. Wiedziałem od samego początku, że jeśli moja propozycja przedłużenia, bardziej niż tego chciała pani premier, się ziści, to ona także to przyjmie bez poczucia krzywdy, czy bez irytacji” – wskazał.
(PAP)