Korwin-Mikke mocno o strajku nauczycieli! „Broniarz do kicia – Zalewska na bruk!”

Janusz Korwin/ Sławomir Broniarz i Anna Zalewska. Foto: PAP
Janusz Korwin/ Sławomir Broniarz i Anna Zalewska. Foto: PAP
REKLAMA

Janusz Korwin-Mikke jeden z liderów Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy na swoim blogu wypowiedział się na temat strajku nauczycieli i paraliżu w polskich szkołach. – W normalnym kraju (dziś mało jest takich!) za szkołę płacą rodzice – i rodzice decydują, czego uczą się ich dzieci – pisze Korwin-Mikke.

Na początku wpisu Korwin Mikke przypomina „czerwoną” historię Związek Nauczycielstwa Polskiego.

REKLAMA

ZNP to zawsze była banda Czerwonych. Przed wojną był opanowany przez socjalistów – słabo broniących się przed komunistami. To osławiona Wanda Wasilewska, później rzekomo kochanka Stalina, działaczka ZNP napisała „Historię jednego strajku” (z lat 1937-38). Strajku – uwaga: nie nauczycieli, lecz pracowników ZNP!! Po wojnie, oczywiście, czerwień się wzmogła. I panuje do dzisiaj – pisze Korwin Mikke.

Następnie dodaje, że to nie jest przypadłość tylko polska. – Tak jest zresztą na całym świecie. Np. w USA jest bodaj siedemnaście związków nauczycieli. Wszystkie kategorycznie domagają się, by szkolnictwo było w 100% reżymowe. Ale, uwaga: większość członków tych związków SWOJE dzieci posyła do szkół prywatnych!! Co nie przeszkadza im w wybieraniu do władz związków – lewaków… – dodaje prezes partii KORWiN.

W 1981 roku kontrolerzy powietrzni (bardzo dobrze płatni faceci!) ogłosili strajk – sądząc, że są niezastąpieni. Mieli pecha: trafili na śp. Ronalda Reagana. Ten wprowadził na lotniska kontrolerów wojskowych, strajkujących co do sztuki zwolnił, a kierownictwo wpakował do więzień. I dokładnie to samo trzeba obecnie zrobić z tow. Sławomirem Broniarzem i Jego ferajną – dodaje.

Zanim zajmę się nauczycielami, przypomnę, że szkoły nie są po to, by nauczyciele mieli posady, ani po to, by politycy z Ministerstwa Edukacji Narodowej mogli na dzieciach eksperymentować. Szkoły są dla uczniów – a raczej: dla ich rodziców – podkreśla.

Teraz prezes partii KORWIN mówi jaki zasady powinny funkcjonować w normalnym kraju.

I tu uwaga: w normalnym kraju (dziś mało jest takich!) za szkołę płacą rodzice – i rodzice decydują, czego uczą się ich dzieci. Gdybyśmy zapomnieli o urzędnikach-pedofilach (przecież kochają dzieci, no nie?) i przyjęli, że o szkole decyduje ten, kto za nią płaci… to okazałoby się, że o moich dzieciach decyduje: stara panna z Mławy, czworo dziewiętnastolatków z Warszawy, trzech impotentów i dwóch pacjentów Tworek (tak: w domach wariatów też są urny wyborcze!!!). A nie my z żoną!!! – pisze lider Konfederacji.

To właśnie jest d***kracja! „Wszystkie dzieci są NASZE”. Czyli: nie należą już do rodziców… – podkreśla Korwin-Mikke.

Jaka jest recepta by nauka w Polsce działała jak należy?

Co robić, by przywrócić normalność? To, co zrobiło już (przy wściekłym oporze związków zawodowych nauczycieli!) kilkanaście hrabstw w USA. Wprowadzić „bon edukacyjny”, by każdego było stać na dobrą szkołę; czyli: wszystkie pieniądze na oświatę podzielić na dzieci, i wręczyć rodzicom czeki, którymi co miesiąc płaciliby wybranej szkole. I zlikwidować reżymowe szkolnictwo (z MEN, kuratoriami, inspektoratami, wydziałami oświaty itp. itd.) – uważa były europoseł.

Od razu okazałoby się, że szkolnictwo potaniało o 30%. A szkoły musiałyby uczyć tego, co chcą rodzice – tak samo jak restauracje muszą karmić dzieci tym, co chcą rodzice. A przy okazji zarobki nauczycieli (nie wszystkich: złych nauczycieli – nie!) ruszyłyby ostro w górę – kończy swój wpis na blogu lider Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy.

Źródło: korwin-mikke.pl

REKLAMA