Euro, „granice faszyzmu” w PiS i wesoły Biedroń. Wybiórczy przegląd trzech partyjnych konwencji

Konwencja KE w telewizorze Fot. Twitter
REKLAMA

PiS w Lublinie, KE w Rzeszowie, a Wiosna w Warszawie, urządziły sobie konwencje w ramach kampanii wyborczej do PE. Ale po kolei…

Konwencja PiS pokazuje pilne wczytywanie się w wyniki sondaży. Ponad 2/3 Polaków boi się wprowadzenia euro, więc Jarosław Kaczyński wyraźnie obiecał w Lublinie, że jeszcze długo żadnego euro nie będzie: „Mówimy „nie” euro, mówimy „nie” europejskim cenom; przyjmiemy euro, gdy osiągniemy poziom Niemiec”. Perspektywa odległa.

REKLAMA

Z kolei premier Mateusz Morawiecki całkiem słusznie ocenił, że Polsce nie opłaca się dziś przyjąć euro i rząd chce opierać gospodarkę o polską walutę.

Była też delikatna samokrytyka: „Jeśli spojrzeć na naszą politykę, to choć nie jest ona oczywiście wolna od różnych ułomności, bo jesteśmy tylko ludźmi, to jednak ona weryfikuje ten sposób myślenia. My to głosimy i my to robimy i wydaje się, że trudno to zakwestionować” – dodał prezes Kaczyński.

Kaczyński dodał: „Traktat akcesyjny zobowiązuje nas do przyjęcia euro, ale nie wyznacza terminu. I dlatego można powiedzieć tak: euro kiedyś przyjmiemy, bo takie mamy zobowiązanie, a jesteśmy i będziemy w Unii Europejskiej, ale przyjmiemy wtedy, kiedy będzie to w naszym interesie.”

Według premiera Morawieckiego, wspólna waluta powoduje, że „importuje się bezrobocie, a eksportuje się miejsca praca”. „Warto się dzisiaj zapytać w czyim interesie Koalicja Europejska, Platforma Obywatelska dąży do jak najszybszego przystąpienie Polski do strefy euro, przyjęcia tej waluty (…). Warto się o to zapytać, czy to jest w interesie Polski, czy to jest w interesie tych krajów, które dzisiaj bardzo korzystają na euro?” – powiedział premier.

Grzegorz Schetyna wystąpił z kolei w Rzeszowie. Szef Platformy najwyraźniej uznał, że poprawę notowań Koalicji Europejskiej zapewnia najlepiej krytyka PiS. Jak pomyślał, tak i zrobił.

Zadał pięć pytań, na które jego zdaniem powinien odpowiedzieć prezes PiS. Szef PO pytał o dymisje szefów MEN i MON oraz o to, jak Antoni Macierewicz zostanie rozliczony ze śledztwa smoleńskiego?

Schetyna stwierdził, że „Już widać, że państwo kolejnych czterech lat takiego bałaganu nie wytrzyma” i rzecz jasna powołał się na sytuację w oświacie i trwający strajk nauczycieli. Trochę „zapomniał wół jak cielęciem był” i stwierdził, że „To, co dzieje się z polską szkołą, czy z polską armią to nie jest przypadek. Swoje mogliby opowiedzieć policjanci, strażacy. Kruszy się służba zdrowia. W każdej dziedzinie życia jest to samo – ten sam chory, nienormalny system oparty na kolesiostwie i pazerności. Fachowców, ekspertów zastępuje partyjna nomenklatura, brak wiedzy i doświadczenia nadrabiają butą i arogancją, mają poczucie, że wszystko im się należy i są bezkarni, bo trzy i pół roku temu wygrali wybory”.

Nowym wątkiem w ustach lidera PO było znalezienie faszystowskich konotacji u polityka jego „ulubionej” partii, zapytał więc prezesa PiS, czy akceptuje on słowa senatora Grzegorza Biereckiego o „oczyszczaniu Polski z ludzi niegodnych”. „Jeśli nie, to czy wystarczy panu odwagi, aby za tę haniebną, na granicy faszyzmu wypowiedź usunąć Biereckiego z partii?” – dodał.

Schetyna pytał nawet „co się stało z kopertą od austriackiego biznesmena?” Swoją drogą, warto zapytać czym się polityk PO zajmie, kiedy już Kaczyńskiego i PiS zabraknie?

Stołeczna konwencja Wiosny wskazuje z kolei, że homosie wyjątkowo się już rozzuchwalili. „Panie prezesie Kaczyński, idziemy po Was!” – krzyczał Rober Biedroń i trudno doprawdy zrozumieć, co oni takiego atrakcyjnego w politykach PiS widzą?

Konwencja Wiosny udowodniła kolejny raz, że u Biedroń jest wolny od jakiejkolwiek charyzmy. Piskliwy i załamujący się momentami głos, tezy od Sasa do Lasa i wrażenie, puste hasła i wrażenie, że facet (?) nie wie o czym mówi.

Niemal kabaret, kiedy polemizując pewnie w zamyśle z PO, Biedroń krzyczy, że lania „ciepłej wody” już nie będzie. Szef Wiosny twórczo zinterpretował hasło rewolucji francuskiej – do wolności, równości i braterstwa dodając… „siostrzaność”.

Zdaje się, że całkiem na poważnie mówił, że „Czas rozdzielić państwo od Kościoła! Średniowiecze się skończyło. Mamy 2019 rok. Biskup nie będzie decydował o tym, jak ma wyglądać nasza wspólnota. A państwo nie jest od tego, by finansować fantazje biskupów”. Jego zdaniem politycy PiS „Są słabi, bo boją się albo prezesa, albo biskupa”. Tylko ten Biedroń taki odważny…

Bardziej na poważnie, pomysły i postulatu Wiosny na wybory europejskie są w sumie groźne. Ponieważ proeuropejski bełkot nikogo w sumie nie obchodzi, wygadują rzeczy jakich nie ośmieliłoby się na Zachodzie wyartykułować nawet najgorsze lewactwo.

Wydaje się przy tym, że politykę zaczęto w tym ugrupowaniu używać do leczenia własnych kompleksów. Konia z rzędem temu, kto zrozumiał o jakim „patriotyzmie” mówił Biedroń. Padł jednak postulat usunięcia Orła Białego z paszportu Polaków i wizerunków polskich królów z naszej waluty. Biedroń postulował m.in. wprowadzenie jednego „paszportu europejskiego” i euro. Żadnych argumentów „za” nie podał, ale można się domyślić, że tak będzie po prostu nowocześniej i fajniej. Gdyby Biedroń nie miał już siwizny, można by pomyśleć, że polska polityka weszła na etap pajdokracji.

REKLAMA