List od Czytelniczki: Stypendium demograficzne to zły pomysł!

REKLAMA

Choć nie jestem nikim więcej niż żoną jednego męża i matką czworga dzieci, nie mogę się powstrzymać od wyrażenia sprzeciwu wobec poglądów profesora Krzysztofa Rybińskiego. Generalnie nie zgadzam się z jego wizją państwa i pomysłami na „lepsze jutro”, ale tu chciałabym odnieść się tylko do pomysłu „stypendium demograficznego”. Uważam, że odbieranie pod przymusem pewnej części dochodów wszystkim, po to żeby dać coś niektórym (choćby nawet z najbardziej szlachetnych pobudek) jest wielce niemoralne. Przy tym czyni państwo jeszcze bardziej omnipotentnym i „niezbędnym”, a do tego zwiększa wydatki z budżetu i mnoży biurokratyczne byty pośrednie, przy tym rozdawnictwie konieczne.

Za znacznie skuteczniejsze i pewne, a także wolne od kosztów obsługi, uznaję zwolnienia z podatku dochodowego. Powiedzmy jakieś 300-500zł miesięcznie na każde dziecko. Wielu rodziców przestałoby w ten sposób płacić w ogóle podatek dochodowy, ale biorąc pod uwagę, że stanowi on zaledwie kilkanaście procent wpływów budżetowych, strata dla państwa byłaby niewielka, a pieniądze pozostałe w rękach rodziców konkretne. Przy tym taki system nie rodzi patologicznych sytuacji, w których rodzina utrzymuje się wyłącznie ze „stypendiów demograficznych”.

REKLAMA

Do tego należałoby jeszcze obniżyć VAT przynajmniej na wszystkie wydatki związane z utrzymaniem, wychowaniem i pielęgnacją dziecka (zwłaszcza chorego).

Jako osoba, która za ważną przyczynę rozpadu rodziny uznaje „wyciągnięcie” matek z domu, poszłabym jeszcze dalej, proponując większe zwolnienia dla ojców, którzy sami utrzymują rodzinę, niż dla rodzin, w których dwoje rodziców pracuje. Ale nie spodziewam się, żeby taka propozycja miała jakąkolwiek szansę realizacji.

Mam wiele innych zastrzeżeń do pomysłów pana profesora. A Państwo?

(zdjęcie otwierające artykuł: Bartłomiej Derski; licencja: Creative Commons 3.0)

REKLAMA