Ostatni zamach w Lyonie to nowa forma terroryzmu i taktyki ISIS: „dżihad w obronie nielegalnych imigrantów”. Lewactwo się na to łapie

Miejsce wybuchu w Lyonie. / Fot. Twitter
Miejsce wybuchu w Lyonie. / Fot. Twitter
REKLAMA

Motyw ostatniego zamachu bombowego w Lyonie okazał się dla śledczych niespodzianką. Dokonujący go Algierczyk nie był bojownikiem ISIS, ale skonstruował bombę i dokonał zamachu, bo władze odmówiły mu przedłużenia wizy studenckiej.

Mohammed Hicham Medjdoud znalazł się w sytuacji „nielegalnego imigranta”. Wg specjalistów ds. terroryzmu takie akty zemsty ze strony odrzucanych przez państwo migrantów mogą się powtarzać i zasilać swoisty „dżihad migrantów”.

REKLAMA

Francuski politolog Alexandre del Valle nie tylko uważa, że takie zjawisko się nasili, ale stanie się podstawową formą antyzachodniego terroryzmu opartego na „zemście” za prawdziwe i urojone „krzywdy” i rodzajem „odwróconego” rasizmu.

Efektem będzie tworzenie klimatu usprawiedliwienia dla dżihadu, przedstawianego jako „reakcja” na przemoc „islamofobicznego”, „rasistowskiego”, „neokolonialnego” Zachodu „Krzyżowców”.

Wg Del Valle temat obrony „migrantów” zostanie podjęty przez centra dżihadu, bo stanowi bardzo dobre usprawiedliwienie ich działań. Będzie też mógł liczyć na poparcie rozmaitych środowisk lewackich, które zawsze są gotowe „bronić” prześladowanych, „uciśnionych” i „wydziedziczonych”.

Algierski terrorysta z Lyonu Mohamed Hicham Medjdouda broni się dość sprytnie i twierdzi, że jego zamach był reakcją na „niesprawiedliwość” francuskiej administracji, która opresjonuje migrantów.

Jego działania nie są jednak tak naiwne. Podczas dalszych przesłuchać przyznał, że działał też w kontekście kampanii wyborczej do PE i w ramach strategii destabilizacji systemu, zgodnej z polityką ISIS. Ujawniono też jego kontakty z „kalifatem” Państwa Islamskiego.

Okazuje się, że w ramach tej strategii przewidziano także konkretną rolę dla imigrantów. Strategia ta zresztą się sprawdziła. Wiele tytułów lewicowych gazet, ale nie tylko, przedstawiało zamachowca z Lyonu jako „grzecznego chłopca”, „dobrego studenta”, „przyszłego inżyniera”, który zetknął się po prostu z opresyjnym państwem i został niejako zmuszony do rozpaczliwej „reakcji”. Tak jakby kontrolowanie migracji przez organu państwa było jakąś niesprawiedliwością i „formą przemocy państwa”.

Tymczasem Algierczyk, podobnie jak prawie wszyscy terroryści, którzy organizowali akcje terroru we Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, w Niemczech, czy Belgii, był znany ze swoich radykalnych poglądów islamistycznych, a swoją akcję mógł popełnić, bo państwo okazało się zbyt liberalne i zamiast po odmowie przedłużenia wizy wydalić go z kraju, pozwoliło mu knuć swoją zemstę.

Źródło: Valeurs Actuelles

REKLAMA