Sommer: Wielki test, czyli JKM w Rybniku

REKLAMA

Już w najbliższą niedzielę, 21 kwietnia, dowiemy się, które miejsce w wyścigu o fotel senatora zajął ostatecznie Janusz Korwin-Mikke. Nasz kandydat przez długi czas zajmował bardzo dobre, drugie miejsce w sondażach. W dodatku wyprzedzał go kandydat Ruchu Autonomii Śląska, a POPiS był dopiero trzeci i czwarty. Nic więc dziwnego, że w ostatnich dniach przed głosowaniem, by uniknąć blamażu, partia rządząca oraz największa partia opozycyjna ruszyły do ataku. Pojawiło się kilkudziesięciu posłów PiS, a także wysoko postawiony aktyw PO. Wynik ostatecznie będzie jednak zależał w największej mierze od mobilizacji poszczególnych elektoratów – bo w takich wyborach bierze z reguły udział niewielki odsetek uprawnionych, czasem nawet mniej niż… 5 procent – oraz od tego, co będzie się działo w lokalach wyborczych.

Trzeba bowiem pamiętać, że gdy głosy rozkładają się mniej więcej równo na czterech kandydatów, to zwycięstwo jednego z nich można spowodować już nie wielkim cudem nad urną, ale nawet małym szacher-macher polegającym na dosypaniu 100 głosów. A pamiętają zapewne Państwo, że sto kart znikąd to w polskich warunkach niestety standard. Oczywiście żeby takie szacher-macher przeprowadzić, trzeba mieć jeszcze informację, czy rzeczywiście głosów braknie, a jeśli tak, to ile. Swoją drogą ciekawe, że nikt nie wpadł jeszcze na to, by zabronić członkom komisji wyborczych – na okres sprawowania przez nich funkcji – posługiwania się komórkami.

REKLAMA

Ja osobiście uważam, że sukcesem będzie nawet czwarte miejsce oraz każdy wynik na poziomie ponad 10 proc., a zajęcie dowolnego stopnia na podium trzeba będzie uznać za przełom, na który oczywiście po cichu liczę. A jak będzie – zobaczymy. Oczywiście zachęcam wszystkich konserwatywnych liberałów uprawnionych do głosowania, by w niedzielę poparli naszego kandydata. A potem… trzeba będzie zacząć powoli przygotowania do wyborów europarlamentarnych. Zwłaszcza że inne partie już teraz dokonują przegrupowań, a niektóre mają podobno nawet wstępne listy wyborcze, na których nie brak szczurów uciekających z tonących okrętów w nadziei na sute zarobki…

W rybnickich wyborach zastanawia mnie jeszcze jedno. Ponoć ateistyczna lewica w Polsce ma się dobrze, SLD i Ruch Palikota zbierają w sumie nawet kilkanaście proc. poparcia – tymczasem w Rybniku kandydat SLD się nie liczy, a Palikot nawet nikogo nie zarejestrował. Czyżby po raz kolejny miało się okazać, że zwykli ludzie, jeśli nie są ogłupieni przez telewizyjną propagandę, tak naprawdę mają dość czerwonych hien?

REKLAMA