
Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak powiedział, że „nie wolno bić dzieci”, ale przypomina, że trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie. Sam wspomina, że ojciec sięgał po kary fizyczne. Jego słowa wywołały furię lewaków.
W rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” Mikołaj Pawlak zapytany został o poglądy dotyczące stosowanych przez rodziców wobec dzieci kar. Rzecznik Praw Dziecka wówczas zwrócił uwagę na różnicę między biciem a klapsem.
– Może to był tylko klaps? – powiedziała prowadząca rozmowę, gdy RPD powiedział o przypadkach dzieci, u których wykryto siniaki czy wielkiego śladu ręki na plecach. – Klaps nie zostawia wielkiego śladu – odpowiedział Pawlak.
– Wiele osób nawet podniesienie głosu może uznać za przemoc – dodał zaznaczając, że „absolutnie nie wolno bić dzieci”.
– Chłopaki czasem dają w kość, ale nie uderzyłem ich. Jednak sam z estymą wspominam to, że dostałem od ojca w tyłek – powiedział zapytany o to, czy uderzył kiedyś swoich synów. Dodał, że fizyczną karę od ojca sam otrzymywał tylko za poważne przewinienia.
– Jeśli polaliśmy bratu nogę denaturatem, a potem ją podpaliliśmy… Ojciec w porę zareagował. Tak że przez dobrą chwilę nie mogłem siedzieć – wspominał.
Wywiad wywołał oburzenie lewactwa. Oto bowiem ktoś „śmiał” zwrócić uwagę, że klaps to nie jest przemoc czy bicie dziecka. – Rzecznik Praw Dziecka w wywiadzie mówi, że klaps to nie bicie a w ciążę zachodzi 300 nieletnich rocznie. Ja nie wiem które z tych twierdzeń bardziej świadczy, że powinien coś tam jeszcze poczytać przed następnymi wizytami w mediach – oburza się Dominika Długosz.
– Czytam wywiad z ROD i myślę sobie, że wielkie, powszechne i naiwne jest przekonanie rodziców, że ich dzieci nie interesują się „tymi sprawami”, a jak się zainteresują to na pewno przyjdą do nich, żeby zapytać. To nie działało tak 40 lat temu, a tym bardziej nie działa dziś – ocenił Piasecki.
Rzecznik Praw Dziecka w wywiadzie mówi, że klaps to nie bicie a w ciążę zachodzi 300 nieletnich rocznie. Ja nie wiem które z tych twierdzeń bardziej świadczy, że powinien coś tam jeszcze poczytać przed następnymi wizytami w mediach.
— Dominika Długosz (@domidlugosz) June 19, 2019
Czytam wywiad z ROD i myślę sobie, że wielkie, powszechne i naiwne jest przekonanie rodziców, że ich dzieci nie interesują się „tymi sprawami”, a jak się zainteresują to na pewno przyjdą do nich, żeby zapytać. To nie działało tak 40 lat temu, a tym bardziej nie działa dziś.
— Konrad_Piasecki (@KonradPiasecki) June 19, 2019
Źródła: wp.pl/twitter.com