
Pentagon rozpoczął w tym tygodniu cyberataki, których celem są irańskie sieci komputerowe używane do kontrolowania wystrzeliwania rakiet. Zgodę na takie operacje wydał prezydent USA Donald Trump, który wstrzymał konwencjonalne uderzenia na urządzenia radarowe, baterie rakietowe i inne cele w Iranie.
Zmasowane cyberataki miały rozpocząć się po tym gdy w czerwcu doszło do ataków na 2 tankowce w Zatoce Omańskiej.
Operacja ma na celu sparaliżowanie irańskich zdolności do cyberatatków, ma także osłabić zdolności do zaatakowania za pomocą rakiet amerykańskich okrętów i baz na Bliskim Wschodzie przekazał „Washington Post” Thomas Bossert były wysokiej rangi urzędnik w administracji Donalda Trumpa.
– Nasze wojsko od dawna wie, że w razie potrzeby możemy zatopić każdy okręt IRGC w Cieśninie Hormuz w ciągu 24 godzin – powiedział Bossert.
– Cyberataki to jest nowoczesna wersja tego, co US Navy musi zrobić, aby bronić się na morzu i utrzymywać swobodę żeglugi na międzynarodowych szlakach – dodał.
Cyberwojna i cyberszpiegostwo nie są niczym nowym. W ostatnich latach najgłośniejsze przypadki związane były z z rosyjską ingerencją w wybory prezydenckie w USA w 2016 r.
Rosja za pomocą cyberataków sparaliżowała także część ukraińskiej sieci elektroenergetycznej w 2015 roku. Pojawiły się też doniesienia, że rosyjska grupa hakerów sponsorowana przez rząd mogła uzyskać dostęp do sterowni amerykańskich zakładów energetycznych w 2017 roku. Podobne informacje pojawiły się ostatnio w odniesieniu do działania amerykańskich służb w stosunku do rosyjskiej sieci energetycznej.
W lutym były oficer wywiadu amerykańskich sił powietrznych został oskarżony o szpiegostwo za rzekome współdziałanie z irańskimi hakerami. Miał wykorzystywać Facebooka by nakłaniać swoich byłych kolegów do pobierania złośliwego oprogramowania, które śledziłoby ich aktywność na komputerze.
Źródło: „Washington Post”/cnet.com