
Bartłomiej Misiewicz jest już na wolności. Od razu dał znać na Twitterze, że na pewno jest niewinny. Ponadto – próbując udawać Jamesa Bonda – zaapelował, by podawać jego nazwisko w mediach.
W środę Sąd Okręgowy w Warszawie wyraził zgodę, by były rzecznik MON wyszedł z aresztu pod warunkiem wpłacenia poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. złotych. Poręczenie majątkowe zostało wpłacone w środę po południu przez rodzinę. Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu złożyła jednak wniosek o wstrzymanie postanowienia sądu.
Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzeg prokurator Andrzej Dubiel poinformował, że sąd nie wstrzymał wykonania postanowienia.
Bartłomiej Misiewicz opuścił już areszt. I dał znać Polsce na Twitterze, że nie ogląda świata zza krat.
– Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia i modlitwy!!! Jestem pewny, że udowodnię swoją niewinność przed Sądem. Tymczasem… carpe diem! :) – napisał na Twitterze były rzecznik MON.
Oprócz tego udzielił najwyraźniej zgody na podawanie swoich personaliów. – Ps. Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M… ;) – dodał Misiewicz, ulubieniec Antoniego Macierewicza.
Były rzecznik MON Bartłomiej Misieiwcz przebywał w areszcie od 30 stycznia. Jest podejrzany o przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę spółki PGZ.
Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia i modlitwy!!! Jestem pewny, że udowodnię swoją niewinność przed Sądem. Tymczasem… carpe diem! :)
Ps. Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M… ;)
— Bartłomiej Misiewicz (@MisiewiczB) June 27, 2019
Źródło: twitter.com/nczas.com