
Brytyjski Książę Wilhelm stwierdził, że nie miałby nic przeciwko temu aby jedno z jego dzieci okazało się homoseksualistą. Obawiałby się jednak, że nie poradziłoby sobie ono z presją społeczeństwa.
Książę Wilhelm kiedyś zasiądzie na tronie stając się przywódcą państwa i głową Kościoła Anglikańskiego, jednak w jego wypowiedziach co raz mniej jest typowego dla brytyjskiej arystokracji konserwatyzmu. Kiedyś nawet brytyjska masoneria odznaczała się wysokim poziomem przywiązania do tradycji i nieufności wobec „postępu”.
Wszystko się jednak zmienia. W obecnych czasach następca tronu dywaguje nad tym co by było gdyby któreś z jego dzieci okazało sie homoseksualistą. Książę uważa, że on sam nie miał by z tym problemu ale obawiał by się o dziecko i jego zetknięcie się z brakiem tolerancji.
„Jest coś, coc mnie martwi. Nie dlatego, iż będą gejami czy kimkolwiek. Chodzi raczej o to, że martwię się presją, z którą będą się zmagać i o ile trudniejsze może być ich życie” – powiedział Książę przy okazji odwiedzin w fundacji która zajmuje się bezdomnymi LGBT.
„Szczególnie dla mojej rodziny i ze względu na naszą pozycję, jest coś niepokojącego w tym. W pełni popieram każdą decyzję, którą podejmą, ale niepokoi mnie to z punktu widzenia rodzica: ile barier, nienawistnych słów, prześladowań, cała ta dyskryminacja, jaka może ich spotkać. To jest coś, co naprawdę trochę mnie niepokoi”– dodał.
Nie ma sensu komentować słów następcy tronu. Zastanawiający jest tylko sam fakt istnienia na wyspach osobnych fundacji dla „bezdomnych LGBT”.
Źródło: PCh24