
Występujący w Dubaju hinduski komik Manjunath Naidu dostał ataku serca w trakcie przedstawienia. Publiczność myślała, że występ trwa i śmiała się, kiedy umierał.
Bardzo popularny w Dubaju komik występował przed publicznością w hotelu Al Barsha. Wygłaszał zabawny monolog o tym jak bardzo cierpi z powodu rożnych lęków, które go nawiedzają. W pewnym momencie usiadł, a potem osunął się na scenę. Publiczność cały czas sądziła, że to część przedstawienia i śmiała się kiedy z ławki osuwał się na podłogę.
Naidu leżał tak około trzech minut zanim zorientowano się, że coś jest nie tak. Obsługa hotelu wbiegła na scenę i chciała go ratować, ale artysta już nie żył. Zmarł na atak serca.
– Wszedł na scenę i rozśmieszał ludzi swoimi historiami. Mówił o swoim ojcu i rodzinie. A potem wdał się w opowieść o tym, jak cierpi z powodu lęków. I dokładnie wtedy upadł – powiedział w rozmowie z „Khaleej Times” Miqdaad Dohadwala, jego przyjaciel i partner we wspólnych występach
Naidu był znanym w Zjednoczonych Emiratach Arabskich komikiem, występującym regularnie w całym kraju od pięciu lat. Fani nazywali go „Łagodnym Gigantem”. Miał 36 lat.