Sommer: Nacjonalizacja śmieci czyli jak działa komunizm i jak działają komuniści

REKLAMA

Nacjonalizacja śmieci, która dokonała się zresztą przy niemal zerowym sprzeciwie społeczeństwa, jest dobrym, niemal wzorcowym przykładem tego, jak działa komunizm i jak działają komuniści. Jaką bowiem mieliśmy sytuację ex ante? W miarę sprawnie działający wolny rynek śmieciowy – bez monopoli, oparty przede wszystkim o konkurencyjność cenową, wzmacnianą rosnącą ilością odzyskiwanych surowców, które były w coraz większym procencie sprzedawane na rynku, więc w efekcie ceny za wywóz śmieci w ostatnim czasie nie tylko nie rosły, ale nawet gdzieniegdzie spadały.

Należało spodziewać się, że tak będzie nadal i ceny spadną jeszcze bardziej. Ale przyszli komuniści z PO.

REKLAMA

Zaczęli ideologiczną obrabotkę społeczeństwa pod hasłem walki ze śmieciami w lesie oraz wprowadzania śmieciowej segregacji. Oba hasła są bardzo nośne, ale jak się lepiej zastanowić – również idiotyczne. Pierwsze, bo śmieci w lesie w zasadzie nie ma. Są one produkowane głównie w miastach i nikomu się nie opłaca wywozić ich stamtąd indywidualnie do lasu, ponieważ naprawdę przetransportowanie przy pomocy firmy na zwałkę jest po prostu… tańsze. Oczywiście zdarzają się zaśmiecone lasy – z reguły na styku aglomeracji z drzewami, ale ich zaśmiecenie jest raczej kwestią kultury mieszkańców. Dlaczego zresztą za kilku brudasów ma płacić cały kraj?

Drugie hasło jest jeszcze głupsze. Postuluje bowiem powrót do manufaktur i rękodzieła. Zmusza ludzi do tego, by się babrali w śmieciach, choć wcale nie ma gwarancji, że to ich babranie nie zostanie zniweczone późniejszym zmieszaniem posegregowanych śmieci, jak to się często teraz dzieje. Tymczasem dużo taniej i skuteczniej jest sortować odpadki przemysłowo! Dlaczego? Bo zawsze fabryka wyprodukuje taniej i lepiej od chałupnika! A już na pewno zrobi to lepiej od niewolnika!

Choć więc to całe ideolo jest po prostu idiotyczne, przy jego pomocy przeprowadzono nacjonalizację. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Efekt numer jeden to radykalne podwyżki cen, a to przecież dopiero początek.

Efekt numer dwa to kłopoty z odbiorem śmieci, choć jak na razie urzędnicy stają na głowie i prawdziwe efekty „reformy” poznamy, gdy ich entuzjazm opadnie. Efekt numer trzy to wzrost liczby urzędników, kontroli, grzywien itp. – za co jeszcze przyjdzie nam zapłacić. A oprócz tego oczywiście skok inflacji, wzrost liczby szczurów, zmuszanie do składania rozmaitych deklaracji i cały komunistyczny bajzel z tym związany.

Zapamiętajmy tę „reformę” i jej twórców. Gdyby wolnościowcy doszli do władzy, jej likwidacja będzie jednym z pierwszych pilnych zadań. A wsadzenie za kraty jej twórców – drugim. Jakim prawem bowiem jacyś idioci mają decydować, co ludzie robią ze swoimi odpadkami i ile płacą za ich utylizację – zwłaszcza jeśli śmieciowy system działał bez zarzutu?

REKLAMA