Nad Europą unosił się radioaktywny ruten! Czyżby w Rosji doszło do wybuchu w zakładach atomowych?

zdj. ilustracyjne. Foto" wikicommons
zdj. ilustracyjne. Foto" wikicommons
REKLAMA

Na przełomie września i października 2017 roku w wielu państwach Europy, np. Niemczech, Francji czy Polsce, zanotowano w powietrzu nieznaczne ilości radioaktywnego rutenu-106. Teraz naukowe pismo „PNAS” prezentuje wyniki śledztwa dotyczącego radioaktywnego wycieku. Rosja po raz kolejny coś ukryła? 

„Wykryte stężenie rutenu nie ma i nie miało żadnego wpływu na zdrowie mieszkańców Polski” – czytamy w komunikacie Państwowej Agencji Atomistyki. Najwyższe stężenie rutenu zarejestrowane na terenie Polski wynosiło 6,4 mBq/m3. Ponoć jak twierdzą naukowcy nie jest to poziom zagrażający życiu.

REKLAMA

Ruten-106 nie występuje w naturze. Jest on produktem rozszczepienia jąder uranu. Sami Rosjanie zaprzeczają, by doszło u nich w kraju do awarii, w wyniku której nastąpił radioaktywny wyciek.

Kompletnie innego zdania jest francuska agencja bezpieczeństwa jądrowego IRSN. Twierdzi ona, że po analizie prądów powietrza bezsprzecznie źródło rutenu znajduję się daleko na wschodzie Rosji lub ewentualnie w Kazachstanie.

Sami Rosjanie sugerują, że ruten-106 mógł pochodzić z jakiegoś satelity, który używał tego pierwiastka do zasilania swoich generatorów i spłonął w atmosferze.

Jednak w opracowaniu naukowego pisma „PNAS”, hipoteza o satelicie zostaje obalona. Pismo pokazuje dokładną analizę składu wykrytych w powietrzu radioizotopów (proporcji rutenu-106 i rutenu-103), a także ich przemieszczania się w atmosferze.

Z badań wynika, że wyciek musiał nastąpić gdzieś w południowym Uralu. Naukowcy wskazują, że możliwą lokalizacją jest kompleks nuklearny Majak.

Naukowcy twierdzą, że mogło dojść do awarii w w zakładach atomowych na Uralu. Miało to się stać 25 września 2017 roku.

REKLAMA