Accusare nemo se debet, nisi coram Deo – nikt nie jest zobligowany do oskarżania samego siebie, chyba że przed obliczem Boga. Na studiach prawniczych tłumaczono mi, że ta łacińska paremia, jak i kilka innych, jest jedną z obowiązkowych cegiełek w fundamentach cywilizowanych systemów prawa. Tłumaczono mi także, że istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności i że ciężar dowodu jest po stronie tego, który oskarża. Na logice zaś mówiono mi, że nie można udowodnić czegoś, czego nie ma. Jednak życie zakwestionowało powyższe nauki, ponieważ w moim Państwie ani zasady logiki, ani podstawowe zasady prawa nie obowiązują.
O co chodzi? O mandaty. Od grudnia 2012 r. do maja 2013 r. Inspekcja Transportu Drogowego wystawiła setki tysięcy mandatów za przekroczenie prędkości. Mandaty wystawiono na podstawie zdjęć z fotoradarów. Na czym więc polega problem? Na tym, że osoba, która (być może) przekroczyła prędkość, nie otrzymuje w piśmie od ITD zdjęcia dowodzącego wykroczenia, co więcej, otrzymuje nakaz przyznania się do winy lub wskazania winnego. Właściciel pojazdu nie wie, czy faktycznie takie zdjęcia/dowody powstały, nie wie, czy można za ich pomocą zidentyfikować kierowcę. Jeśli natomiast nie prowadził w momencie wykroczenia pojazdu i nie pamięta kim był kierowca, wskazując inną osobę niż on sam, naraża się na karę za składanie fałszywych zeznań i proces z powództwa cywilnego wytoczony przez wskazanego. Zdjęcia obejrzeć można dopiero wtedy, gdy nie przyznamy się do winy, a sprawa trafi do sądu.
ITD zmusza nas więc, byśmy sami oskarżali na podstawie ich dowodów, których nie widzieliśmy!
Wyobraźmy sobie, że dostajemy list z prokuratury, w którym czytamy: „Przyznaj się do kradzieży albo wskaż kogoś innego, bo są dowody na Ciebie lub kogoś innego, ale pokażemy je (Tobie lub komuś innemu) dopiero w sądzie, jeśli odmówisz. Ale pamiętaj, po rozprawie zapłacisz jeszcze odsetki oraz pokryjesz koszty procesu”. Czy to nie absurd?!
Kolejną sprawą jest brak pouczenia osób wezwanych do złożenia zeznań o ich podstawowych prawach. Jeśli odmówimy przyjęcia mandatu, jesteśmy zobligowani do stawienia się w charakterze świadka do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Jeśli adresat nie jestem osobą podejrzaną o popełnienie wykroczenia i nakazano mu stawienie się w charakterze świadka, dlaczego proponuje się adresatowi przyznanie się do winy i dlaczego otrzymuje w piśmie pouczenia dotyczące osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia oraz dotyczące obwinionego? Wiadomo, po co jasno przedstawić obywatelowi jego status i prawa, jeszcze zacznie ,,fikać” i nie zapłaci.Pomijam już kwestię naszych dróg, które są fatalne i nikt nie potrafi czegoś z nimi zrobić. Lepiej przecież wydać pieniądze na radar w terenie zabudowanym, który zabudowany jest trzema stodołami, chałupą i właśnie owym radarem. Radar oczywiście nie jest ustawiony tam, gdzie kierowcy powinni zwolnić, ale tam, gdzie można ich przyłapać i trochę zarobić.
Fora internetowe wrą, ale urzędnicy uznali, że wszystko jest ok. TVN24 w dniu 18 grudnia 2012 r. pokazał materiał informujący masy o tym, że teraz można wymuszać przyznanie się do winy bez dowodów, bo tak jest napisane w przepisach. Koniec dyskusji. Ciekawe od ilu ludzi wyciągnięto już pieniądze niezgodnie z podstawowymi zasadami prawa i ilu obywateli trafiło lub trafi przed sąd za to, że nie dali się sterroryzować niedouczonym urzędnikom?