
Sigmar Gabriel to były niemiecki wicekanclerz, który pełnił w rządzie funkcję Szefa Dyplomacji; był również prezesem partii socjaldemokratów. Po karierze politycznej Gabriel chce sprawdzić się w biznesie. Zamierzał zatrudnić się w „Kulczyk Holding” założonej przez nieżyjącego Jana Kulczyka. Niemiecki rząd nie wyraził na to zgody.
Niemieckie prawo antylobbingowe przewiduje, że w ciągu 18 miesięcy od zakończenia urzędowania nie można się zatrudniać na podobnych stanowiskach bez zgody rządu. Sigmar Gabriel musiał się więc ubiegać o zgodę na zatrudnienie się w holdingu założonym przez nieżyjącego polskiego miliardera.
Coś co w polskich realiach zdaje się być zupełnie normalne – nikt w Polsce nie zastanawia się w podobnych przypadkach nad racją stanu – w Niemczech wywołało niemały skandal. Gdy Lorenz Gösta Beutin z „Die Linke” ujawnił zamiary Gabriela to zachowanie byłego wicekanclerza zostało nazwane „obrazem sprzedajności” i „podważeniem standardów demokracji”.
Mimo to Gabriel nie zamierzał rezygnować ze swojego zamiaru pracy dla zarejestrowanego w Luksemburgu Holdingu.
Rząd Angeli Merkel wydał Gabrielowi zakaz na dwanaście miesięcy w listopadzie ubiegłego roku – uznano, że zatrudnienie byłego szefa dyplomacji w spółce zarejestrowanej w jednym obcym państwie i należącej do przedstawicieli jeszcze innego państwa jest niezgodne z interesem narodu niemieckiego.
Sprawa bulwersuje Niemców tym bardziej, że Luksemburg uznawany jest za tzw. „raj podatkowy”, a Gabriel krytykował firmy, które przenoszą się do tego typu krajów, gdy jeszcze był członkiem rządu.
Nieżyjący Jan Kulczyk w prywatnych rozmowach przechwalał się, że przyjaźnił się z Gabrielem jeszcze przed upadkiem komunizmu. Miał go poznać, kiedy ten był we władzach Socjalistycznej Młodzież Niemiec. Ponoć niemiecki polityk wspierał biznesy prowadzone przez polskiego miliardera.
Źródło: TVP INFO