
W artykule opublikowanym w magazynie wydawanym przez New York University uczona od studiów genederowych twierdzi, że ludzie naruszają „prawa reprodukcyjne i prawa seksualane” krów. Zwłaszcza tych mlecznych, bo molestują jej seksualnie.
Niejaka Mackenzie April z Wydziałau Badań Gender i Kobiecych Uniwersytetu Nowy Jork napisała artykuł, w którym zwraca uwagę, że feministki powinny zacząć walczyć o prawa reprodukcyjne krów.
W publikacji” Przygotowanie do Gwałtu: Feminizm, a Reprodukcyjny Wyzysk Innych Istot” autorka pisze, że ” że „jako weganka i działaczka na rzecz praw zwierząt czuje się zmuszona do poruszenia feministycznych aspektów rolnictwa”. Temat, ten, jej zdaniem, jest niestety zaniedbany, a przecież „układy rozrodcze zwierząt są tak samo eksploatowane jak układy rozrodcze kobiet”.
April zwraca uwagę na szczególnie ciężkie położenie krów mlecznych. Zwierzęta te „podlegają dyskryminacji ze względu na płeć i są poddawane przemocy”, a „ich głos sprzeciwu nie jest przez nas rozumiany i zauważany”.
Krowy, które są mleczne są molestowane seksualnie. Ich wymiona są dotykane „obmacywane i szturchane” jak piersi kobiece.
Według niej „hodowla bydła mlecznego stanowi przykład poniżającego sposobu, w jaki traktujemy też ciała kobiet i zdrowie reprodukcyjne”. Branża mleczarska utrwala też przestarzały, stereotypowy wizerunek kobiety „jako nosicielki i opiekunki” i stale narusza „prawa reprodukcyjne krów”. W czasie dojenia zwierzęta są „wykorzystywane seksualnie”, a w czasie inseminacji wręcz „gwałcone”. Hodowcy nie biorą pod uwagę też„traumy emocjonalnej związanej z ciążą” u krowy.
Co gorsza krowy niepłodne są także traktowane przedmiotowo. To czasami wynika z „nieprzydatności ich układu rozrodczego”. Jeśli układ rozrodczy nie pozwala krowie urodzić cielaka, to jest ona wysyłana do rzeźni. April zwraca uwagę na podwójne standardy jakie stosuje ludzkość. Bowiem kobiety, które nie chcą, albo nie mogą mieć dziecka nie są przecież do rzeźni wysyłane.
Według uczonej, feministki powinny zacząć walczyć o zrównanie praw krów i kobiet. Jak pisze, często ze względu na swoją płeć, rasę, czy „uprzywilejowaną pozycję społeczną” ludzie nie dostrzegają, że inni są dyskryminowani i doświadczają przemocy, bo sami jej nie zaznali. Ale teraz o prawa krów można zacząć walkę tak samo jak niegdyś o prawa kobiet