PiS pogrążył polskie szpitale. Kontrola NIK stwierdza: brak bezpieczeństwa zdrowotnego w regionie, powszechna kompleksowość świadczeń tylko na papierze

Pacjent w szpitalu/fot. ilustracyjne/fot. Pixabay
Pacjent w szpitalu/fot. ilustracyjne/fot. Pixabay
REKLAMA

Sieć szpitali, która miała uzdrowić polską służbę zdrowia nie poprawiła ani sytuacji chorych, ani finansów większości badanych szpitali – wynika z kontroli NIK.

System podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej działa od 1 października 2017 r. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało, że dzięki niemu poprawi się sytuacja w ochronie zdrowia.

REKLAMA

Szpitale miały zapewnić kompleksowe świadczenia zdrowotne, obejmujące nie jak wcześniej poszczególne procedury, ale cały skoordynowany cykl leczenia. Jednak już na starcie w sieci znalazły się także takie placówki, które w przypadku części swoich pacjentów nie były w stanie realizować kompleksowych świadczeń ambulatoryjnych – ocenia NIK.

Kontrola pokazała także, że wbrew zapowiedziom włączenie do sieci nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej nie doprowadziło do zmniejszenia kolejek w szpitalnych oddziałach ratunkowych i w izbach przyjęć.

Straty i upadłości

Jednym z głównych celów utworzenia sieci szpitali była poprawa ich sytuacji finansowej. Tymczasem w pierwszych trzech kwartałach 2018 r. co prawda przychody kontrolowanych szpitali były wyższe niż w analogicznym okresie 2017 r. o prawie 13%, ale koszty wzrosły o ponad 17%. NFZ kompleksowo podniósł wysokość świadczeń w całym badanym okresie tylko raz, w 2017 roku – o 4%.

Rosnąca różnica w poziomie uzyskiwanych przychodów i ponoszonych kosztów skutkowała wzrostem zobowiązań szpitali i niekorzystnymi wynikami finansowymi. W sumie spośród 29 badanych przez NIK placówek, na koniec września 2018 r. 23 (79,3%) odnotowały ujemny wynik finansowy, a w porównaniu z wrześniem 2017 r. pogorszyła się sytuacja ekonomiczna 22 szpitali.

Łączna kwota zobowiązań wzrosła najbardziej w szpitalach zakwalifikowanych do I stopnia zabezpieczenia, tj. o 36,5% w stosunku do roku poprzedniego (dla szpitali II stopnia był to wzrost o 11,5%, zaś III stopnia o 4,6%). Największe straty miały na koncie dwie placówki z II poziomu zabezpieczenia:  Szpital Miejski Nr 4 w Gliwicach Sp. z o.o. (ok.18,5 mln zł strat) i Szpital Czerniakowski Sp. z o.o. w  Warszawie (ok. 17 mln zł strat), a także placówka zakwalifikowana do pierwszego poziomu – Szpital w Piekarskim Centrum Medycznym Sp. z o.o.  (ok. 13,5 mln zł strat).

Są też przypadki bankructw. Ostatnio działalność zawiesił GeoMedical w Katowicach. Jak przyznał zarząd szpitala, jednym z kluczowych czynników, które wpływały na problemy finansowe, była ustawa o tzw. sieci szpitali z 2017 r., która zamknęła drogę do sieci placówek kontraktowanych przez NFZ na zasadzie ryczałtu, w praktyce uniemożliwiając pacjentom korzystanie z usług nowych placówek w ramach publicznego systemu służby zdrowia.

Brak bezpieczeństwa zdrowotnego w regionie

NIK sprawdziła, jak system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej funkcjonował wcześniej, a jak po wprowadzeniu systemu sieci szpitali. Kontrola objęła 29 placówek w 6 województwach – lubuskim, dolnośląskim, mazowieckim, podlaskim, pomorskim i śląskim.

Zdaniem Izby, tworząc sieć nie brano pod uwagę ani społecznych potrzeb, ani możliwości diagnostycznych i terapeutycznych konkretnego szpitala. Nie uwzględniono jego znaczenia w zapewnieniu bezpieczeństwa zdrowotnego w regionie – nie kierowano się sytuacją demograficzną i epidemiologiczną na obszarze funkcjonowania placówki, ani stopniem dostosowania jej infrastruktury do obowiązujących przepisów. Nie miała też znaczenia jakość, liczba i wartość udzielanych przez szpital świadczeń, czy stopień wykorzystania łóżek na poszczególnych oddziałach, a to m.in. przekładało się na nieuzasadnione i nadmierne koszty.

Wraz z utworzeniem sieci szpitali, istotnie zmienił się sposób finansowania tych placówek – oparty jest przede wszystkim na ryczałcie wypłacanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia. NIK ustalił, że NFZ nie płaci za świadczenia ponadlimitowe, ponadto nie gwarantuje podwyższenia ryczałtu w przyszłości.

Powszechna kompleksowość tylko na papierze

Jednym z najważniejszych celów utworzenia sieci szpitali było poprawienie dostępu pacjentów do świadczeń specjalistycznych – by chory był leczony kompleksowo i w skoordynowany sposób. To placówka, do której został skierowany, miała mu zapewnić nie tylko świadczenia szpitalne, ale także po zabiegach czy badaniach – leczenie ambulatoryjne i  rehabilitacyjne.

Do sieci weszły jednak także takie placówki, które miały wymagane oddziały, ale pacjentom niektórych z nich nie były w stanie zapewnić leczenia ambulatoryjnego. Tak było w przypadku 6 z 29 kontrolowanych lecznic, a jednym z powodów mógł być brak zapisu w ustawie, który wskazywałby na konieczność uruchomienia przez nie nowych poradni.

Do szczegółowych badań kontrolerzy wytypowali 80 pacjentów każdej z 29 kontrolowanych placówek (z dwóch oddziałów), wypisanych w listopadzie 2017 r. i w kwietniu 2018 r. Z zebranych danych wynika, że zalecane im świadczenia pohospitalizacyjne otrzymało prawie 70% chorych, ale mniej niż połowa uzyskała porady ambulatoryjne lub miała wyznaczony ich termin. Spora część pacjentów nie otrzymała natomiast zaleconych przy wypisie świadczeń.

Jak stwierdza NIK, wbrew założeniom, po uruchomieniu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej żadna z kontrolowanych placówek zakwalifikowanych do sieci nie wprowadziła istotnych zmian w swoich strukturach wewnętrznych. W efekcie stworzono system z nadmiarem niewykorzystanych łóżek. Najwięcej ich było na oddziałach ginekologiczno-położniczych, neonatologicznych, pediatrycznych i okulistycznych – wylicza Izba.

NIK daje kilka zaleceń Ministerstwu Zdrowia, m.in.: „zapewnienie finansowania działalności szpitali w sposób adekwatny do tempa wzrostu kosztów leczenia”, „podjęcie działań systemowych stymulujących lepsze wykorzystanie łóżek szpitalnych”. W praktyce oznaczają one… stworzenie systemu od nowa.

Źródło: NIK

REKLAMA