
Wiceprezydent USA Mike Pence podczas wizyty w Polsce powiedział, że Stany Zjednoczone „z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie” przez III RP podatku cyfrowego. Oznacza to, że amerykańscy giganci technologiczni nie poniosą żadnych nowych kosztów w związku ze swoją działalnością w Polsce, w przeciwieństwie do rodzimych przedsiębiorców.
Zapowiadany przez rząd podatek cyfrowy, który miał być nie tylko jednym ze źródeł finansowania tzw. „piątki Kaczyńskiego” ale również PR-owym zagraniem pokazującym, że rząd ściąga podatki nie tylko od Polaków, ale też zagranicznych korporacji, nie wypalił. Wszystko zmieniło się po wizycie wiceprezydenta „sojuszniczego” USA.
Jak powiedział Pence na wspólnej konferencji z prezydentem Andrzejem Dudą, USA „z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie” przez rząd w Warszawie propozycji podatku cyfrowego. Paweł Mucha, wiceszef Kancelarii Prezydenta zapytany o tę deklarację w TVN24 nie umiał odpowiedzieć, kto i kiedy zrezygnował z propozycji ani czemu informację tę podał amerykański wiceprezydent, a nie polski urzędnik.
– Jeszcze pod koniec lipca Ministerstwo Finansów potwierdzało, że pracuje nad podatkiem cyfrowym. W marcu br., przedstawiając źródła finansowania tzw. piątki Kaczyńskiego, premier Mateusz Morawiecki także wskazywał na „sprawiedliwe opodatkowanie zysków gigantów cyfrowych”. Zakładano wówczas, że w ten sposób uda się ściągnąć ok. 1 mld zł rocznie – przypomina gazeta.pl. Według późniejszych szacunków, dochód z podatku był mniejszy, choć i tak niemały – sięgał 217,5 mln zł w 2020 roku.
Podatkiem cyfrowym objęci zostaliby technologiczni giganci, którzy pochodzą z USA. Chodzi m.in. o Google, Facebooka, Amazona, Apple’a, Netflixa, Spotify, Twittera czy Ubera.
Źródło: gazeta.pl