
Eurodeputowana i krótkotrwała minister obrony w rządzie Edouarda Philippe’a została nieoczekiwanie mianowana przez prezydenta Macrona kandydatką Francji do KE. Wlokła się jednak za nią sprawa tzw. fikcyjnego zatrudnienia asystentów. To dość powszechny proceder eurodeputowanych, którzy w ten sposób pozwalają dorobić sobie działaczom swojej partii.
Sylvie Goulard była wtedy jeszcze działaczką centrolewicowego MoDemu, ale później przeniosła się do pro-macronowego LREM. Mianowana na komisarza zdecydowała się zwrócić sporne 45 tys. euro do Parlamentu Europejskiego i wyczyścić swoje konto.
Zwrot pieniędzy nie zatrzymuje jednak procedury administracyjnej ze strony Brukseli, chociaż w przypadku komisarza nikt go raczej nie ruszy.
Sprawa zwrotu pieniędzy ma jednak drugie dno. W podobnej sytuacji zarzutów „fikcyjnej pracy” asystentów jest więcej francuskich eurodeputowanych, w tym m.in. Marine Le Pen. Gest taki stawia w głupiej sytuacji również innych centrowych polityków z MoDemu i także byłych ministrów, jak François Bayrou i Marielle de Sarnez, którzy mają bardzo podobne zarzuty.
Z tym, że oni komisarzami nie będą, a już nie pełnią nawet funkcji ministerialnych. Kasa im się więc szybko nie zwróci…
Źródło: Valeurs Actuelles