
Centrum XLIII (43) aktu protestów we Francji „Żółtych kamizelek” było tym razem Montpellier (departament Herault), gdzie zebrało się około 3 tys. osób (wg organizatorów było to „kilka tysięcy”). Była tam na tyle „gorąco”, że policja zatrzymała kilkadziesiąt osób.
Niedługo minie we Francji już rok protestów. W Montpellier doszło tym razem do zamieszek, które miały miejsce w centrum miasta, zwłaszcza w pobliżu stacji Saint-Roch. Prefektura doliczyła się tam ponad 500 aktywistów lewackiego„Czarnego Bloku”. Ich obecność jest gwarancją „zadym”.
Popalono m.in. radiowóz policyjny „koktajlem Mołotowa”. Niespokojnie było też gdzie indziej. W Rouen (Seine-Maritime) wybuchły starcia, a manifestanci rzucali w policję kamieniami i petardami. Ta użyła gazu. Jednym z zatrzymanych był obcokrajowiec, którego wydalono z Francji.
Manifestacje miały miejsce tradycyjnie w Paryżu (setka osób szybko usuniętych z Pól Elizejskich), ale też w Bordeaux (Gironde),czy Tuluzie (Haute-Garonne) i gromadziły po około pół tysiąca uczestników. W Lille (Pas-de-Calais) przeszło w marszu ok. 1 500 osób, trochę mniej w Strasburgu. W Paryżu za próbę manifestowania w centrum miasta zatrzymano 89 osób. Do incydentów z policją doszło też w Nantes.
Gorące sceny w Montpelier:
Voiture de police en feu les pompiers sont sur place #GiletsJaunes #montpellier @MLMontpellier @Midilibre pic.twitter.com/i1kXgxlbZ6
— Richard DE HULLESSEN (@RDEHULLESSEN) September 7, 2019
Źródło: Valeur Actuelles/ Le Parisien