
Stefan Niesiołowski w rozmowie z „Super Expressem” zaprzeczył, by w prokuraturze były jakiekolwiek dowody dotyczące afery z jego osobą sprzed kilku miesięcy. Chodzi o oskarżenie o przyjmowanie łapówek m.in. w postaci opłacania prostytutek w zamian za załatwianie biznesmenom kontraktów.
„Jurny Stefan” – tak za słowami jednego z nagranych biznesmenów nazwano w mediach Stefana Niesiołowskiego. W zamian za załatwianie dla grupy biznesmenów korzystnych kontraktów, miał przyjmować łapówki. Nie tylko jednak w gotówce. Media rozgrzały się relacją, gdzie Niesiołowski miał zamawiać prostytutkę i… fasolkę po bretońsku.
„Super Express” zapytał posła o aferę sprzed kilku miesięcy. Nie ma się co dziwić – Niesiołowski jest wściekły. Wyznał też, że ucierpiała jego żona.
– W nic się nie uwikłałem, w ogóle nie ma o czym mówić. Odsyłam do mojego adwokata – powiedział Stefan Niesiołowski. – W prokuraturze są taśmy wideo, nagrania z rozmów telefonicznych, zeznania prostytutek…Nie, to kłamstwo. Niczego takiego nie ma, proszę pokazać. Jestem całkowicie niewinny – dodał Niesiołowski.
Przypomniano mu wówczas, że ma postawione zarzuty. – Mam, stawianie zarzutów to specjalność pisowskiej prokuratury. To plugawe kłamstwo. Złotówki nie wziąłem i złotówki nie dałem nikomu. Ja dopiero mogę z tym iść do sądu i oskarżyć te kanalie, które spreparowały tę sprawę opluwając mnie, niszcząc moją rodzinę i robiąc wielką krzywdę mojej żonie w wolnej Polsce. Bo dla mnie Polska pisowska nie jest wolna – ocenił polityk.
– Moja żona wiele wycierpiała przez tych bydlaków. Takich rzeczy robić nie wolno – zaznaczył Niesiołowski.
Źródło: se.pl