Święty Jan Paweł II a UE

REKLAMA

Tekst ten piszę dosłownie tuż po powrocie z kanonizacji Jana Pawła II, która odbyła się w niedzielę w Watykanie. Nie mogłem zrezygnować z uczestnictwa w tej uroczystości, choć przyjechaliśmy późno i nie dostaliśmy się nawet na prowadzącą do Watykanu i będącą przedłużeniem placu św. Piotra Via Conciliazione – staliśmy na wybrzeżu Tybru, naprzeciwko Bazyliki św. Piotra – bo tak się jakoś złożyło w moim życiu, że osoba nowego świętego stale się przez nie przeplatała.

Uczestniczyłem we wszystkich pielgrzymkach Jana Pawła II do Ojczyzny, najpierw jako zwykły pątnik, potem jako dziennikarz – z wyjątkiem tej pierwszej w 1979 roku, bo wtedy, jak uznała moja Mama, byłem jeszcze za mały. Potem, w 2000 roku, dzięki szczęśliwemu trafowi miałem możliwość wziąć udział we wzruszającej osobistej audiencji u polskiego Papieża w Sali Klementyńskiej w Watykanie. Wreszcie w kwietniu 2005 roku, na wieść o Jego śmierci, spontanicznie z grupą znajomych wyruszyłem do Watykanu, by wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych. Teraz byłem na mszy kanonizacyjnej, będącej zwieńczeniem ziemskiego losu Jana Pawła II.

REKLAMA

Piszę o tym, bo nie jest to wbrew pozorom doświadczenie szczególne, tylko bardzo powszechne dla ludzi z mojego pokolenia. Wszak podczas długiego pontyfikatu polskiego Papieża w pielgrzymkach uczestniczyły miliony, a i w audiencjach setki tysięcy Polaków. To właśnie nowy Święty wprowadzał nas do świata i do Europy po dziesięcioleciach socjalistyczno-sowieckiego stłamszenia, pozwalając nam postrzegać samych siebie nie tylko jako niewolników jakiegoś reżimu.

Jakże kontrastuje z kanonizacją Jana Pawła II hucznie obchodzona przez obecny reżim dziesiąta rocznica wchłonięcia Polski przez UE, która zbiegiem okoliczności obchodzona jest niemal w tym samym czasie. To lejące się zewsząd prounijne pustosłowie, którego leitmotivem są domniemane miliardy euro, poprzez zalew których mamy stać się mądrzejsi, ładniejsi, bardziej europejscy. Ten potok intelektualnych i moralnych pomyj sprzedawanych jako „wartości europejskie”… Jest to wszystko – ze słynnym spotem za 7 milionów na czele – po prostu żenujące i byłoby takie nawet wtedy, gdyby rzeczywiście było prawdą, choć wiemy dobrze, że nie jest. Bo przecież główna zasada Unii jest następująca: obiecać białym Murzynom banana, wcale im go nie dać, ale wmówić, że dostali. A w zamian zabrać im wszystko, co mają, na czele z wolnością. Bo biali Murzyni są przecież nie tylko łasi na banany, ale także głupi…

Gdy więc zestawiam życie i słowa Jana Pawła II z unijnym agit-propem oraz praktyką unijną, to zaczynam rozumieć, że nie tylko argumenty ekonomiczne świadczą o pustce obecnego kształtu unijnego projektu. Co powinniśmy mieć na uwadze także podczas nadchodzących uniowyborów…

REKLAMA