Atak na paryską prefekturę coraz bardziej tajemniczy. Zamachowiec miał w domu nagrania ISIS i dane o swoich kolegach z wywiadu

Minuta ciszy dla ofiar zamachu w prefekturze Paryża Fot. Twitter (MSW Castaner)
REKLAMA

To już prawdziwy sygnał ostrzegawczy dla państwa. Potwierdziło się, że zradykalizowani islamiści potrafią zaatakować już wszędzie, a w wielokulturowym społeczeństwie nie ma bezpiecznych miejsc.

Dziennik „Le Parisien” ujawnia, że Mikhael Harpon miał mieć w swoim mieszkaniu w Gonesse (Val-d’Oise) klucz USB, zawierający pliki komputerowe z wieloma filmami przedstawiającymi np. egzekucje przeprowadzone przez bojowników ISIS, czy materiały propagandy grupy Państwa Islamskiego.

REKLAMA

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że Mickaël Harpon miał też zapisane dane osobowe dziesiątek swoich kolegów z prefektury (w tym pracowników służb specjalnych). Śledczy ustalają czy było to szpiegostwo, czy może skopiowane dane służyły mu po prostu do wykonywania jego zwykłych obowiązków służbowych.

Przypomnijmy, że zamachowiec pracował w dziale informatycznym i takiej hipotezy nie można wykluczyć, chociaż biorąc pod uwagę zasłoną dymną, którą tworzono na początku (teoria niestabilnego psychicznie pracownika z kłopotami w pracy), być może i teraz jest to tylko pocieszanie się łużb.

Kolejne dozowane powoli fakty, pokazują jednak, że może być gorzej, niż się wydawało. Harpon miał miał jeden z najwyższych poziomów dostępu do tajemnic służbowych na prefekturze. Oznacza to, że znał prawie wszystkich agentów i spotykał ich niemal codziennie.

Mickaël Harpon utrzymywał przy tym bardzo bliski kontakt z muzułmańskim imamem, znanym służbom wywiadu jako zatwardziały salafita.

Na razie z aresztu zwolniono jego żonę, która twierdzi, że nie wiedziała o jego planach, chociaż wymieniała z mężem sms-y typu „tylko Allach cię osądzi”, a w nocy przed zamachem miała być świadkiem jego dziwnych modłów w domu.

Ten zamach to plama na wizerunku francuskich służb specjalnych, która przy okazji pokazuje, że wyznawcy islamu, którzy pracują w strukturach państwa, nie zawsze muszą być lojalni. Szef paryskiej policji Didier Lallement mówił: „tragedia jest tym bardziej okropna, że ​​miała miejsce wewnątrz prefektury i została przeprowadzona przez jednego z nas”.

Źródło: Le Parisien

REKLAMA